środa, 10 lutego 2016

Od Ashley cd Luke'a

Chłopak odszedł. Ja zostałam jeszcze chwilę. Później udałam się do swojego pokoju.
-Hej, Ash, grałaś sama?-usłyszałam głos swojego brata.
-Tak - odparłam oschle.
-Halsey, nie bądź na mnie zła
-Będę - zakończyłam rozmowę i weszłam do pokoju. Współlokatorek nie było. Podeszłam do lustra. Przeczesałam swoje niebieskie włosy i spięłam je w dwa warkocze francuskie. Miałam przed sobą jeszcze cały dzień.
Obiad postanowiłam zjeść na mieście. Wyszłam z pokoju. Ulice były puste. Udałam się do swojej ulubionej meksykańskiej restauracji. Usiadłam przy stoliku. Dosyć długo czekałam na kelnerkę. Przyglądałam się ludziom. Naprzeciwko mnie siedziała jakaś para. Chłopak całował dziewczynę w kark. Obok mnie jakaś staruszka. Jeszcze parę stolików dalej biznesmen. Lubiłam obserwować ludzi. Wyczytywać z ich twarzy emocje. Nieraz były ciekawe.
-Cześć, Ashley - ktoś usiadł obok mnie. Lekko się wystraszyłam. Spojrzałam na "tajemniczego przybysza". Był to Luke.
-Hej, Luke - uśmiechnęłam się lekko.-Ty też tu przychodzisz?
-Czasami
Do stolika podeszła kelnerka z moim obiadem. Chłopak tez coś zamówił.
-Dobry wybór
-Dzięki...Jesteś z Meksyku, prawda?-zapytał. Zamurowało mnie.
-Mój ojciec jest z Meksyku. Skąd wiedziałeś?
-Nie pomyślałaś, że jestem czarnoksiężnikiem?-zaśmiał się.-Nie no, tak naprawdę masz meksykańskie rysy.

<Luke?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz