Chłopak zareagował tak jak się spodziewałem, nie miałem tak mówić, co jeszcze on wymyśli? Naprawdę to jest duże dziecko, mówię to z powagą, bo da się to zauważyć. Dziecko z dow.nem, tak, idealne określenie dla młodego.
- Huh, to przecież wiadome, że raczej nie wiesz – powiedziałem w końcu, moje usta znalazły się na jego szyi. Zaśmiał się cicho, chociaż jego cichy śmiech to dla mnie rechot, ale dobra.– Ale wiesz, jak będziesz czegoś potrzebować w tych sprawach, to ja ci zawsze doradzę – zamruczałem.
- Ok-kay – jęknął, zszedłem niżej na jego obojczyki, które lekko gryzłem – Al-lcio – wydal z siebie dziwny dźwięk. – Proszę, p-przestań. Dziwnie się przez to czuje – sapnął.
Podniosłem się nieco znad jego obojczyków, położyłem się obok, jakby nigdy nic. Nie chciało mi się jakoś specjalnie spać, ta podróż wcale mnie nie znudziła, tylko pobudziła, że teraz mógłbym biegać na.go po plaży i do tego krzyczeć. Nie miałem takiej możliwości i musiałem siedzieć w tym piep.rzonym akademiku i umierać z nudy. Eh, eh… Spojrzałem na sylwetkę Dylcia, który zapewne już zaczął odpływać do krainy snów. Może ja też spróbuję zasnąć? Może w końcu jakoś prześpię tę noc, a nie to co w domu, że z podekscytowania nie spałem kilka nocy z rzędu. Jednak szybko odsunąłem od siebie tą myśl. Nie będę o tym myśleć… Chociaż w domu to w domu… Nie ważne.
~
Zasnąłem, pewnie przez myślenie o domu, gdzie było wszystko idealne, bo mój dom to było własne mieszkanie. Tak mnie rodzinka kochała, że się wydziedziczyli własnego syna i brata, chociaż jedna z moich sióstr tylko została przy mnie… Nie ważne. Obudziłem się pierwszy z całej trójki. Spojrzałem na zegar, wskazywał godzinę 6:39, na mnie leżał niższy, który słodko drzemał i chyba nie miał zamiaru jeszcze wstawać, na całe szczęście, nie będzie mu odwalać od tej godziny, chociaż im szybciej wstanie, tym szybciej pójdzie spać wieczorem… Dobra, nie będę dla niego taki zły. Ogólnie zastanowiło mnie czemu musiałem się tak szybko obudzić? Teraz nie zasnę już. Co ja mam ze sobą zrobić? Pójść biegać? Nie, nie chce mi się. Mogę poleżeć, choć za jakieś kilka minut zacznę się nudzić, najlepszy sposób to się ubrać, coś się znajdzie do roboty, o, rozpakuje się! Spoglądam na śpiącą mordkę młodszego. Słodkie. Jednak szybko jakoś wymknąłem się z jego objęć i podszedłem do walizki, z której wyjąłem czyste rzeczy, które szybko założyłem na siebie. Spoglądałem na śpiących kolegów. „Ciekawe o której wstaną…”.
Nim się zorientowałem była już 7:56, no nieźle. Chociaż zdążyłem się rozpakować, o tyle szczęścia na cały dzień. Usiadłem koło Dylcia, który nadal spał. Andy się obudził i zajął łazienkę, chyba najczęściej zajmuje ją… No, nie ważne. Kopciuszek momentalnie się obudził, jakby przyśnił mu się jakiś koszmar. Wręcz poderwał się z łóżka. Zaczął uspokajać oddech i rozejrzał się po pokoju, a jego wzrok zatrzymał się na mnie, tak, ogromny hug… Zaśmiałem się i objąłem go. Czemu on mnie załamuje? Czasem ma się wrażenie, że to dziecko, które trzeba uczyć wszystkiego od podstaw. Jednak z naszym kochanym czasem, który leci do przodu jak szalony, da się przyzwyczaić. Najgorsze co było to chyba to, że on nie wie wielu rzeczy, ale z czasem się nauczy, chyba… Dłońmi błądziłem po kręgosłupie młodszego, aż z łazienki wyszedł Andy, który zakomunikował, że Sebastian już niedługo przybędzie. Czyli co, skończy się spanie z Dylciem, bo wróci do mamusi? Eh, eh, nie wiem… Mam nadzieję, że nie, bo naprawdę zaczynam się do niego przyzwyczajać. Stop. Nie mogę się do niego aż tak przywiązać, bo moja zazdrość weźmie górę i znowu będą fochy jak u dziewczyny z okre.sem. Tego chyba nikt by nie chciał, bo gdy Alcio się wkurza, to może wybuchnąć Trzecia Wojna Światowa… A wtedy są tylko straty, niekorzystne dla każdego, więc słabo…
- Tuńczyku, jestem głodny. – zakomunikował młodszy. – Ale chce czekać na Mamusię!
Po mojej twarzy nic nie było widać, ale w środku buchało, nerwy by wzięły górę, ale musiałem się powstrzymać i nic nie zrobić. Tylko pokiwałem głową, jakby nigdy nic. Lubiłem Sebastiana, nie, stop. Ja lubiłem wszystkich… Miałem do każdego szacunek, ale z Dylanem, zacząłem się przywiązywać, jak nigdy dotąd.
Dość. Nie. Wolno. Ci. Tego. Uczynić. Tuńczyku. Nie. Wolno!
Spojrzałem na kolegę, który jak dziecko cieszył się na przyjazd Sebka, ja też się cieszyłem. Nie chciało mi się tego okazywać, więc tego puściłem młodszego i wstałem z jego łóżka, po czym wyszedłem z pokoju, ale zatrzymałem się przed nim.
- Idziesz może się przejść, Dylciu? – spytałem śmiejąc się.
Dylan? On coś się robi zazdrosny, nie pozwólmy na to!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz