Morze się uspokoiło, stałem na desce wpatrując się we wszystko dookoła, zupełnie nie zwracając uwagi na to gdzie płynę. Chwilę później poczułem, że o coś uderzyłem, w efekcie spadłem z deski, ktoś w kogo uderzyłem, również. Wynurzyłem się z wody, kilka sekund później zrobiła to szatynka. Dziewczyna zaczęła strasznie kaszleć, a mnie obdarowała lodowatym spojrzeniem.
- Nic ci nie jest? - spytałem podpływając nieco bliżej.
- Nie widzisz? - powiedziała wciąż kaszląc.
- Sorry, zamyśliłem się - odparłem.
W końcu szatynka skończyła kaszleć i zaczęła schodzić na deskę.
- Jestem Luke - uśmiechnąłem się.
- Alaska - mruknęła oschle.
- Ładne imię - oznajmiłem.
- Dzięki...
Alaska weszła na deskę i zaczęła odpływać, zrobiłem to samo. Pływałem już trochę czasu, więc postanowiłem na dziś skończyć. Zszedłem z deski i wyciągnąłem ją na brzeg. Usiadłem na piasku i patrzyłem na morze, oraz dziewczynę, która wciąż surfowała.
Alaska?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz