sobota, 13 lutego 2016

Od Sebastiana cd. Andy'ego


Samolot, którym Sebastian podróżował do Hiszpanii, gdzie postanowił wraz ze swoją ekipą uczyć się w szkole o kierunku sportowym, niespodziewanie doznał jakiejś awarii w środku kursu i pilot zmuszony był lądować, aby nie narażać na niebezpieczeństwo siebie oraz pasażerów. Podróżującym zapewniono darmowy nocleg w ramach rekompensaty i odesłano do pokoi, zaś mechanicy i elektrycy zaczęli siłować się z zaistniałymi problemami w budowie „Sokoła H2”, jak zwano ten samolot, chociaż i tak czy siak nic nie naprawili, a jedynie rozwalili silnik i uszkodzili skrzydło. Ach, nie ma to jak doświadczeni pracownicy, wszystko zrobią, wszystko poprawią, ze świecą takich szukać. Po prostu cud, miód, malina. Czujecie sarkazm? W każdym bądź razie najbliższe lotnisko zezwoliło na kontynuowanie podróży innym samolotem, więc o czwartej nad rankiem pobudka i zapylać z walizkami przez pół miasta, ale lepsze to niż nic, równie dobrze mógłby tu siedzieć jeszcze dobre kilka dni przez te niefortunne problemy, a zawsze szybciej dotrze do Hiszpanii i wyściska swoich przyjaciół. Był najstarszy z całej paczki, więc to on zazwyczaj grał rolę nadopiekuńczej matki troszczącej się do bezpieczeństwo swoich malutkich, słodkich dzieciaczków-gejów. Martwił się jak tam sobie radzą, co z Dylanem? Biedaczek zachowuje się jak pięciolatek, pomimo tego, że ma już siedemnaście lat. Nie rozumie praktycznie niczego i łatwo się denerwuje, przerastają go proste, codzienne problemy, a Sebastian jako najstarszy z pięciokąta, musiał dbać o pozostałych i w końcu po jakimś czasie zaczęto nazywać go Mamą. A jak Andy? Ta mała Śpiąca Królewna jest niezwykle wrażliwa, nieśmiała i nerwowa. Bardzo łatwo się zawstydza, byle co doprowadza go do rumieńca. Radzi sobie tam jakoś? Wszystko z nim gra? Dotarł w ogóle? Nie jest głodny? Nic sobie nie zrobił? Nie utonął w basenie? Sebastian krążył myślami wokół przyjaciół i dopiero ciche kichnięcie kobiety obok obudziło młodego mężczyznę z letargu. Z delikatnym uśmiechem wręczył pani chusteczkę, po czym wrócił do rozmyślania czy wszystko jest w najlepszym porządku. Zżył się z Andy'm, on potrzebował uwagi Pstrąga i łączyła ich wspólna pasja, zaś Dylana traktował jak własnego syna. A Alexis i Luther też żyją? Oby się opiekowali tymi małymi dzieciaczkami. Liczył na ich kompetencję. To rozsądni chłopcy, ekhem... no na ile mogą być rozsądne tak stuknięte typy, ale każdy z tej ekipy był w pewnej skali nieźle rąbnięty, nawet Sebastian miał w sobie jakieś nienormalne cechy, chociażby pedantyczne obsesje.
- Proszę o zapięcie pasów, podchodzimy do lądowania - ni z gruszki, ni z pietruszki rozległ się basowy głos pilota, który spowodował wzdrygnięcie u Armstronga. Na twarz Mamuśki wpłynął promienny uśmiech podekscytowania, wreszcie zobaczy swoich przyjaciół.
Godzina ósma dwadzieścia cztery. Dokładnie wtedy samolot dotarł na lotnisko. Sebastian czym prędzej zabrał swoje walizki i pognał na autobus, który cudem złapał na przystanku. Kolejne dwadzieścia minut podróży, ale dotarł na miejsce. Jakoś, ale jest. W recepcji odebrał kluczyk do pokoju, plan lekcji oraz plan budynku szkoły, o który musiał się doprosić i dzięki darowi przekonywania oraz przyjemnej dla otoczenia aurze zyskał owy przedmiot. Zadowolony pożegnał tęgą panią za ladą, po czym leniwym krokiem udał się do lokum numer cztery. Otworzył zamek za pomocą klucza i po cichu, aby nie obudzić współlokatorów, zamknął za sobą drzwi, odstawiwszy wcześniej na podłogę walizki.
- SEBASTIAN! - podskoczył, słysząc głośny ryk tuż obok. Ledwo zdążył się odwrócić w kierunku źródła krzyku, a już coś go zaatakowało. Prawie upadł, tylko dzięki oparciu się o drzwi utrzymał równowagę. - PRZYJECHAŁEŚ! - darł się przytulający go okularnik. Kilka sekund zajęło Sebastianowi uspokojenie nerwów spowodowanych tym głośnym powitaniem, aż się przestraszył, miał wrażenie, że to jakichś uchodźca, który wzywa Allaha.
- Andy, Andy, Andy... trochę spokojniej, dostałbym zawału - uśmiechnął się mężczyzna, odwzajemniając uścisk młodszego, znacznie niższego chłopca o delikatnych rysach twarzy i gęstych włosach. - Dobrze, że reszty współlokatorów nie ma, inaczej byliby chyba nieźle zdenerwowani za ten poranny budzik - zaśmiał się cicho i melodyjnie, schyliwszy nad przyjacielem. Przysunął twarz bliżej ucha Andy'ego. - Dobrze cię widzieć, bałem się, że już coś sobie zrobiłeś pod moją nieobecność - mocniej objął chłopca niczym matka, która zobaczyła swoje dziecko po kilku latach bolesnej rozłąki. Cmoknął go w policzek i z radosnym, promiennym uśmiechem charakterystycznym dla Sebastiana wypuścił okularnika z ramion. - Dylan, Luther i Tuńczyk też już dotarli czy nie jestem jedynym spóźnialskim? - spytał łagodnym tonem. Chwycił w dłonie walizki i przeniósł je pod ścianę, aby nie zagradzały drzwi, bo komuś nagle zachce się wejść i zabije się o te przeszkody. - Które łóżko jest wolne? Nie chciałbym wepchnąć się do cudzego, tylko dojdzie do nieporozumień - spojrzał na przyjaciela.

<Andy? Bał się o ciebie :3 >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz