poniedziałek, 15 lutego 2016

Od Dylana cd. Alexisa

- Rumienisz się? – usłyszałem jego pytanie, a następnie jego śmiech. To nie było śmieszne! Moje policzki się paliły, paliły mnie żywym ogniem! Albo i nie żywym. Ale nie ważne!
- N-nie rumienie – powiedziałem, lekko się jąkając, chociaż nie za bardzo wiedziałem dlaczego. Czułem jedynie jakieś dziwne uczucie w brzuchu, jakbym miał tam postawioną kuchenkę, a na niej czajnik z gotującą się wodą (co to za porównania ja się pytam). Chociaż mnie to nie paliło, raczej łaskotało.
Chociaż przez chwilę się balem, że zwrócę moją kolacje na koszulkę Alcia. I miałby focha jak wtedy, gdy wszedłem do jego sypialni jak był z jakimś gościem. Jakimś Edwardem czy jakoś tak. Bawili się w policjanta i złodzieja, jak to mówiła moja mama, a ja nawet nie wiedziałem co to znaczy, jak zwykle. Ale reszta grupy mi powiedziała, że postąpiłem bardzo źle i nie powinienem tego robić.
Ale ja nawet nie wiedziałem, co takiego zrobiłem.
Bo to nie przeze mnie miał następnego dnia znamię pijawek… Prawda? BOŻE PRZEBACZ!
- Tak? – uśmiech nie schodził z ust mojego kolegi… E, boje się? – A ja widzę wypieki na twojej białej twarzyczce – zaczął się ze mną droczyć starszy, na co ja pisnąłem i szturchnąłem go w ramie.
- Alcio nooo~ - jęknąłem, chowając głowę, przytulając się do torsu chłopaka o błękitnej czuprynie. – Dlaczego mi to robisz? – burknąłem, chcąc uspokoić swoje policzki, ale bardziej swój oddech, który stal się jakoś dziwnie płytki, jakbym przebiegł jakiś maraton. A może tak naprawdę snie na jawie i naprawdę biegnę na jakiś zawodach?
A, nie, Dylan. Przecież ty nienawidzisz wuefu.
A gdzie tu dopiero bieganie.
- A wy czemu mi nie pomagacie, tylko siedzicie cicho? – spytałem obrażony na resztę grupy. – Jasne, róbcie sobie jaja z biednego Dylana, bo czemu nie – fuknąłem i już chciałem wstać, ale Alcio jeszcze bardziej zacisnął swoje dłonie na mojej talii. – Tuńczyku, puść mnie~~! – jęknąłem, błagając starszego, by oddały mi moją wolność. Jednak nic takiego się nie stało, a Tuńczyk jedynie uśmiechnął się jakoś dziwnie. Chciałem z niego zejść, przez co zacząłem się wiercić, a ten jedynie syknął cicho, a reszta zaczęła się śmiać. Zaprzestałem swoich poczynań, spoglądając na niego z lekka zdziwiony. – Um… Alcio? Stało się coś? - spytałem z troską.

<Alcio? Weź go jakoś uspokój, czy coś, bo ci zaraz stanie x’D. To dziecko potrzebuje twardej ręki :’) )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz