Przyjazd tutaj, do Hiszpanii, może coś nowego? W końcu ciekawa przygoda? Coś niesamowitego, nowe doznania i najlepsze… Przyjedzie reszta ferajny! Oh, będzie cudownie! Znowu to samo co na pierwszym spotkaniu, chociaż nie, Dylan był, ale nie działo się z nim tyle. W ogóle on to kiedykolwiek robił? Eh, spytam się go jak tylko przyjedzie. Co do pokoju, nie wiem z kim jestem, w jakim jestem. Chciałbym wiedzieć, ale nie jestem tego świadom, grr! Wszedłem do szkoły, poszedłem do głównego lokum, gdzie dostałem kluczyk od jakiegoś pokoju i plan lekcji. Jednak kiedy miałem już się oddalić i pójść do siebie, zatrzymałem się z pytaniem „Gdzie są pokoje?”, kobieta powiedziała, że trzeba iść prosto i skręcić w lewo i zejść po schodach i… Dalej jej nie słuchałem, po prostu sobie poszedłem, bez skrupułów… Targałem za sobą walizkę, której nie chciało mi się nosić, za co dostałem ochrzan od sprzątaczek, że nowa podłoga, że czyściły ją, ale co mnie to obchodzi? Dobra, nie ważne. Grzecznie je przeprosiłem i powiedziałem, że się postaram nosić torbę, żeby ich słodkiej i pięknej podłogi nie zarysować. Zniosłem walizkę na dół. Poszukałem tego pokoju, nawet nie wiedziałem jaki to jest, więc sprawdzałem po kolei każdy zamek, aż natrafiłem na odpowiedni. Nie zauważyłem jakiś torb, czy też rozwalonych łóżek, może jednak miałem współlokatorów, ale poszli i postanowili jeszcze nie rozwalać niczego? Dobra, odpuszczę sobie. Kładę torbę, jakoś pod łóżko, po czym wychodzę. Nagle ktoś wparowuje do pokoju, kto to? Nie wiem. Siadam na łóżku, nie, nie na dwupiętrowym, tylko na tych zwykłych. Ciekawe kiedy przyjedzie Sebastian, Andrey, Lucuś i Dyluś. Mam nadzieję, że szybko. Kiedy ktoś kładzie torbę na łóżku, które jest naprzeciw mojego (ja mam prawe pod ścianą), podnoszę powoli głowę do góry, a po chwili zostaję napadnięty ogromnym przytulasem, to był Dylan. Uśmiechnąłem się szeroko i objąłem go. Z uśmiechem na mordce przykładam nos do jego ramienia, wciągam zapach jego perfum. Tym samym przechylam się do tyłu i leżę na łóżku, na moim brzuchu siedzi rok młodszy ode mnie Dyluś, którego uwielbiam wnerwiać, choć to on częściej to robi przez swoją głupotę. Ciężko wzdycham i ręce lądują za mną.
- Alcioo… - zawył, na co spojrzałem na niego surowym spojrzeniem. – Znaczy się… Tuńczykuuuu… Wiesz, że mam koszmary nocne i…
- Tak wiem, że ktoś musi z Tobą spać… - odparłem z uśmiechem, który się poszerzył.
Nagle usłyszałem po raz kolejny otwierane drzwi, tym razem był to… Andy! Podniosłem się, ale przez to, że Dyluś na mnie leżał, no to dalej się nie podniosłem, przylegał do mnie, niczym rzep do psiego ogona. Pokręciłem głową i gestem dłoni wskazałem, żeby Andy się na nas położył. Zamknął drzwi i odłożył torbę, po czym rzucił się na nas, niczym latający tuńczyk! Zaśmiałem się poprzez przygniecenie do materaca. Zaczęliśmy się śmiać jak najęci. Objąłem jakoś i lekko ścisnąłem. Lokowaty podniósł się i otrzepał, żeby poprawić swoje spodnie, a Dylan? Nic. Kompletne zero, dalej leżał przyklejony do mnie. Pokręciłem głową. Jeszcze dwóch brakuje. Złapałem młodszego za bluzę, nieco podniosłem go do góry, ale to na nic, wciąż się przyciągał. Brakowało mu tego, czy co? A nie, stop, nie wiadomo jak to z nim było… Podniosłem się z łóżka, chłopak nogami oplótł mnie wokół bioder. Cmoknąłem go w czubek nosa i wyszedłem z pokoju, a za mną okularnik. Nagle na kogoś wpadłem, bądź ten ktoś na mnie… Czerwone włosy, serie kolczyków i ten wzrok, tak, to na milion procent był Lucuś. Dylan w końcu odczepił się od mojego ciała i przyległ do czerwono-włosego. Ja sam powitałem przyjaciela, chociaż się zgodził tu przyjechać, tyle to już było osiągnięcie. Weszliśmy do pokoju mojego, Kopciuszka i Haribo pokoju, a za nami przedostatni z całej piątki przyjaciół. Usiedliśmy na łóżku, gdzie Nocnik (Dylan) siedział na swoim łóżku z uśmiechem na mordce. Rozmawialiśmy ze sobą dość długo, na szczęście dzisiaj piątek, jutro wolne i w niedzielę jeszcze nie rozpoczynamy lekcji, dopiero od poniedziałku, więc mamy jakby wolne i możemy się wszystkim cieszyć. Lucuś miał pokój numer 6, ale brakowało nam tylko Mamuśki, czyli Sebka. Oh chłopie, gdzie ty się podziewasz? Zniknąłeś gdzieś, bądź jeszcze nie ruszyłeś do nas. Westchnąłem ciężko.
- Tuńczyku… - zaczął Haribo, przez co na niego spojrzałem. – Wiesz co z Sebastianem? – spytał.
Bezradnie uniosłem swoje ramiona do góry, po czym je opuściłem na dół. A on tylko, posmutniał? Ejeje… Czy coś się między nimi dzieje? Halo, halo, halo, trzeba to ogarnąć. Lokowaty siedział obok mnie ze spuszczoną głową.
- Spokojnie, do jutra pewnie przyjedzie, wtedy będziesz mógł z nim rozmawiać. – w końcu jest z nim bardzo związany. – Do woli, aż do upadku, aż do pójścia spać.
On spojrzał na mnie spod swojej czupryny. Choć miał lekko lokowate włosy, to i tak mówiłem na niego Lokowaty, tak jakoś wyszło…
~~
Nadszedł dość szybko wieczór, w końcu prędko tu nie dotarliśmy. Lucuś poszedł do swojego pokoju, a ja zająłem pierwszy łazienkę. Niestety, czy też stety, ale nie byłem sam w niej. Kopciuszek wślizgnął się do pomieszczenia, wtedy, kiedy jeszcze nie zdążyłem zakluczyć drzwi. Usiadł na zimnych kafelkach, z uśmiechem patrzył na mnie, jakby na coś czekał. Jednak nic sobie z tego nie zrobiłem, odkręciłem wodę, ciepłą, która szybko napełniała wannę. Płynu nalałem, pomieszałem ręką i piana włala. Zacząłem się rozbierać, a młody na mnie patrzył, jakby na coś czekał.
- Co tak patrzysz, Dyluś? – spytałem z łobuzerskim uśmieszkiem na ustach.
Dylanku? <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz