No dobra może trochę za bardzo się spięłam. Mam zły dzień. Jestem zmęczona po podróży w dodatku miałam jeszcze sprzeczkę z matką. Dokończyłam kolację i wróciłam do pokoju, w którym zastałam swoją współlokatorkę.
-Hej Ash. - mruknęłam w stronę miętowo-włosej. Zapięłam Jaxx'a na smycz, włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam swoją ulubioną piosenkę "Love yourself", wzięłam gitarę do ręki. Musiałabym poćwiczyć a jak gdzieś znajdę ustronne miejsce. Jeszcze nie byłam gotowa żeby iść na lekcje. Więc mam cały dzień tylko dla siebie. Boże daj mi jakiś klif otoczony krzaczorami, żeby nikt mnie nie widział i nie słyszał. Kurde, mam jakąś obsesję na wpatrywanie się w usta Camerona, przypadłość patrzenia się komuś na usta jeszcze nigdy się u mnie nie objawiała wcześniej.
-Gdzie idziesz? - zapytała.
-Jeszcze nie wiem wstępne plany to znalezienie sobie jakiegoś miejsca gdzie będę mogła jakoś odreagować daj mi potem znać co było na lekcjach, bo pójście na Matmę nie bardzo mi się uśmiecha. - westchnęłam.
-Ok. - wyszłam z pokoju, a obok mnie truchtał Jaxx.
~*~
Znalazłam świetne miejsce. Klif z zejściem na dziką plażę. Dobrze, że ubrałam bikini będę chociaż mogła pływać skoro nikt nie widzi. Rozłożyłam mój niebieski ręcznik na piasku, położyłam na nim gitarę i moją torbę gdzie miałam wszystkie rzeczy na plażę. Zdjęłam koszulkę i spodenki zostając w samym kostiumie kąpielowym. Jaxx pobiegł za mną do ciepłej wody. Mogłam sobie spokojnie poleżeć na słonej cieczy i pomyśleć, a potem popływać, kiedy już zmęczyłam się tym powróciłam na piasek i usiadłam na ręczniku, wyjęłam gitarę z pokrowca i zaczęłam grać. Nie robię tego zbyt dobrze, ale ciągle się uczę. Śpiewałam cicho Love Yourself by mnie nikt nie usłyszał. Równie dobrze u Cama, Alexa i pozostałych mogę sobie postawić kreskę. jak u większości fajnych chłopaków. Usłyszałam jakieś chichoty znad plaży i klifu, więc Jaxx zaczął wyć.
-Cicho Jaxx proszę. - jęknęłam do psa, więc ten się zamknął.
<Cameron?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz