wtorek, 9 lutego 2016

Od Katy do Cameron'a

-Co ty do chole*y wyprawiasz?! - krzyczała na mnie mama.
-A co nie widać? Pakuję się. - odparłam równie głośnym tonem co ona. Jak zwykle wczoraj przypiła i musiała zacząć dzień od awantury. Tylko mi je robi.
-Gdzie wyjeżdżasz?
-Wyluzuj jadę do Hiszpani do tej szkoły. - Podeszła bliżej do mnie.
-Nie tym tonem moja panno. - warknęła podnosząc na mnie rękę, ale w porę wparował mój brat z Liam'em u boku.
-Co się dzieje kochanie? - zapytał zatroskanym głosem małżonek mojej mamy.
-Ta smarkula... - Nash nie dał jej dojść do słowa
-Odczep się od niej. - stanął w mojej obronie Nash z bardzo spokojnym tonem głosu. - Katy podrzucić cię na lotnisko? - zapytał łagodnym tonem. zawsze się bałam kiedy mama miała ten swój stan.
-Tak. - wrzuciłam do torby kilka pozostałych rzeczy i pobiegłam za Nash'em do samochodu.
~*~
Lot był całkiem ok. Wyspałam się nie powiem. Kiedy wsiadłam do taksówki i powiedziałam gdzie chcę jechać oczywiście musiało do mnie dotrzeć jedno "W du*ę wsadź se angielski" Ok. Wydukałam po hiszpańsku parę zdań. Zawsze mam problem z hiszpańskim, muszę się go nauczyć.
~*~
Będąc już w ee... tym miejscu udałam się w stronę budynku gdzie otrzymałam klucz. Muszę pobiegać bo czuję jak mi nogi po podróży wysiadają. Odnalazłam szybko pokój i będąc w nim zerknęłam na plan... no ja się chyba rozwalę. Mam same ścisłe rano i to jeszcze matma... ok muszę sobie znaleźć korepetytora i to jak najszybciej. Nigdy nie rozumiałam tego przedmiotu. Przebrałam się w luźny strój w którym poszłam pobiegać na plażę, aż wreszcie dostałam piłką do siatkówki w głowę. Uderzenie było o tyle mocne, że zachwiałam się i upadłam tyłkiem na ciepły piasek, a chwilę później już zaśmiewałam się z tego tak samo jak grający chłopcy kilka metrów dalej.
-Dobra a teraz przyznać się od kogo dostałam chcę mu wysłać kwiaty za celność. - odparłam uspokajając swój śmiech
<Cameron?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz