czwartek, 18 lutego 2016

Od Sebastiana cd Andy'ego

Sebastian patrzył zaskoczony na bardziej czerwoną od homara spieczonego na słońcu twarz Andy'ego z widocznym przerażeniem w błękitnych oczach za szkiełkami okularów. Chłopak stał wryty w ziemię jak ten słup soli i patrzył na starszego, od czasu do czasu lekko drżąc. Mężczyzna był naprawdę zdziwiony zachowaniem Haribo. Gdyby byli obcymi osobami, które nic o sobie nie wiedzą i nie znają nawet swoich imion, nie dziwiłby się, ale przecież są przyjaciółmi, i to przyjaciółmi z korzyściami, więc nie powinien się wstydzić pokazać Sebastianowi w bokserkach, całkiem seksownych bokserkach.
- Andy? Wszystko gra? - spojrzał zaniepokojony na chłopca, po czym odepchnął się ramieniem od szafy, o którą wcześniej się opierał i podszedł do niego spokojnie jak do spłoszonego zwierzaczka, uroczego, słodkiego kotka. Dotknął delikatnie dłonią jego zarumienionego policzka i nabrawszy pewności, że nie ucieknie, objął Andy'ego i przytulił do swojego torsu. - Nie musisz się mnie bać ani stresować w moim towarzystwie - szepnął łagodnym, ojcowskim głosem, mocniej zaciskając ramiona, aczkolwiek tak, aby nie udusić Andy'ego. Musnął lekko ustami szyję młodszego i oparł brodę na jego barku. - Poza tym masz całkiem zgrabny tyłeczek - zaśmiał się radośnie, próbując obrócić sytuację w żart, żeby odstresować biedaka, który nie wiedzieć czemu zachowywał się, jakby zamiast Sebastiana stał tu jakiś seryjny morderca z siekierą albo piłą mechaniczną. - Hej, Andy, pójdziemy na plażę? - odsunął się od chłopca, zmieniając temat. Nie chciał martwić młodego. Armstrong był jak typowa mama biorąca na siebie cały ciężar, robiąca wszystko, aby jej dzieciom żyło się dobrze, kochająca bez względu na wszystko. Aż dziw, że tak silny instynkt przypadł mężczyźnie, który w dodatku nigdy nie będzie miał żony ani dzieci i to z bardzo prostych powodów, wolał przedstawicieli płci przystojnej. Jak to jest, że geje to ci najlepsi faceci? Aż żal kobiet. Taka dama znajduje perfekcyjnego mężczyznę, zakochuje się, myśli, że uczucie jest odwzajemnione, gdyż on troszczy się o nią, opiekuje się, traktuje niczym boginię, a wychodzi, że utknęła w friendzone z homoseksualistą. Trzeba mieć pecha, żeby w taki sposób pozwolić złamać sobie serce.
Sebastian nie czekał na zgodę towarzysza i żwawo złapał go za rękę, po czym energicznym krokiem wyszedł wraz z Andy'm na korytarz. Zamknął drzwi i z radosnym uśmiechem ruszył przed siebie, aby dzięki pomocy okularnika przedrzeć się przez labirynt korytarzy i dotrzeć do wyjścia. Plaża nie była daleko, zaledwie dziesięć minut z buta. Już spod budynku można było poczuć chłodną bryzę dzienną ciągnącą od wody w kierunku lądu. Przyjemnie uderzała w rozgrzaną od słońca twarz i schładzała skórę oraz targała włosami na wszystkie strony, a im bliżej brzegu, tym silniejsza była. Przy wyjściu Sebastian oraz Andy wpadli na Luther'a. Przytulasów i śmiechów końca było, a co za przedstawienie się odbyło, gdy owe trio znalazło jeszcze Dylana oraz Tuńczyka. Istny armagedon szczęścia. Spędzili ze sobą trochę czasu, lecz potem towarzystwo się rozeszło. Oczywiście Sebuś nie pozwolił Andy'emu mu zniknąć wraz z pozostałą trójką. Z uśmiechem szedł obok chłopca wzdłuż linii brzegu, splótłszy z nim palce dłoni.

<Andy?>

środa, 17 lutego 2016

Od Andy'ego cd Sebastiana


-Przyjechałeś w końcu do nas-wyszeptałem prawie niesłyszalnie przytulając się do umięśnionej sylwetki.-Przyjechałeś do mnie.
Sebastian zaczął mnie uspokajać i zaczął gadkę o współlokatorach, na co praktycznie nie zwróciłem uwagi. Widziałem przed sobą mężczyznę jakby w różowawej aurze, z sercami dookoła. Moje marzenia senne stały właśnie przede mną.
-Dylan, Luther i Tuńczyk też już dotarli czy nie jestem jedynym spóźnialskim?-spytał z lekkim uśmiechem odwracając się do mnie.
Nie zdążyłem odpowiedzieć, zaparło mi dech w piersiach. Wyprzystojniał, i to jak. Poczułem jak zakochuję się w nim jeszcze bardziej.
-Wszyscy już są-oznajmiłem przeczesując dłonią gęste włosy.-Martwiłem się o Ciebie...eee to znaczy martwiliśmy się. -odpowiedziałem na tyle cicho, że towarzysz chyba mnie nie usłyszał.
Mimo to kontynuował.
- Które łóżko jest wolne? Nie chciałbym wepchnąć się do cudzego, tylko dojdzie do nieporozumień-spojrzał na mnie wyczekując odpowiedzi.
Westchnąwszy wskazałem na dwa łóżka nie będące piętrowymi.
-Tutaj śpi Tuńczyk i Dylan, tak czysto teoretycznie…bo Dyluś nie śpi w swoim łóżku-wyjaśniłem.-Lucek niestety jest w innym pokoju, niestety tak go przydzielili. Z kolei ja śpię na górze, dolne łóżko jest wolne.-wskazałem piętrowy mebel.-Mam nadzieję, że nie będzie ci to przeszkadzać?
-Nie, spokojnie-odpowiedział Sebastian z promiennym uśmiechem na twarzy.
Sam ten widok napawał mnie radością. Mężczyzna, bo był już zdecydowanie mężczyzną a nie chłoptasiem, postanowił się rozpakować a ja siedząc na swoim łóżku machałem w powietrzu nogami. Ciągle obserwowałem poczynania starszego, wręcz wgapiałem się w niego, przynajmniej takie było moje odczucie. Każda część garderoby należąca do brunetka chyba przez podróż pogniotła się. Gdy tylko to zauważyłem…no nie mogłem się powstrzymać. Zeskoczyłem z łóżka i siadając na podłodze zacząłem rozkładać wszystko, prostować to i składać. Sebuś spojrzał na moje wręcz mechaniczne ruchy, robiłem to za szybko jak na leniwego człowieka, o wiele za szybko.
-Andy?-usłyszałem za sobą Mamuśkę.
Odkładając ostatnią koszulkę obróciłem głowę i spojrzałem na niego.
-Co ty robisz?-spytał i miał dodać coś jeszcze, lecz zamilkł.
Może dlatego, że nieświadomie chwyciłem stos już złożonych przeze mnie ubrań i składałem je jeszcze raz? Oczywiście nie skończyło się tylko na jednej kupce, przez ręce wędrowały mi różne części garderoby w bardzo różnych kolorach. Brunet patrzył na mnie tak jakoś…dziwnie?
-Co?-odezwałem się składając coś trzymanego w dłoniach patrząc wciąż na starszego.
Spojrzałem w dół i zobaczyłem że…składam właśnie czerwone bokserki w czarne serduszka…bokserki…jego…Zapłonąłem rumieńcem i czym prędzej odłożyłem złożoną bieliznę.
-Prze…przepraszam-wybąkałem.-Mam nadzieję, że pomogłem ci nieco…
Czym prędzej czmychnąłem na swoje łóżko i schowałem się pod kołdrę. Może i było to głupie, ale…ja trzymałem jego bieliznę, JEGO BIELIZNĘ, nie spodnie ani koszulkę, BOKSERKI. To było takie, takie…aż słów mi zabrakło. Bo kto normalnie składa bieliznę? Nie, nie chodzi tu już nawet o składanie jej, tyle, że ja zrobiłem to nie ze swoją, a z JEGO, Sebastiana w którym podkochuję się dobry szmat czasu. I jak ja mam mu się teraz pokazać?
Gdy minęło koło pół godziny zdjąłem kołdrę w twarzy. W pokoju było cicho, może Sebuś sobie poszedł? Mając lekko zaparowane okulary od swojego oddechu i przesiadywania pod pierzyną nie widziałem wszystkiego tak, jak powinienem, ale no mówi się trudno. Będąc pewien, że jestem całkowicie sam zszedłem z łóżka i zacząłem myszkować w swojej szafie. Wyjąłem ubrania, które zamierzałem założyć, bo nadal byłem w tak zwanej piżamie. Mimo panującego w Hiszpanii klimatu nadal w niej spałem, zupełnie jak w domu. Chyba będzie trzeba to zmienić…Zdjąłem więc koszulkę i spodenki i będąc w samych bokserkach, ulubionych z napisem na pośladkach „Pod tymi bokserkami niespodzianka się kryje”, zacząłem zakładać skarpetki wypinając się do tyłu jak miałem z zwyczaju. Jestem sam, to czemu nie? Wciągnąłem na nogi jeansy i zarzuciłem koszulkę z różnymi emotikonami. Zdjąłem okulary i przetarłem szkiełka koszulką. Schowałem piżamę i odwróciwszy się do tyłu zamarłem. O inną szafę opierał się Sebastian…ON CAŁY CZAS TU BYŁ?? WIDZIAŁ WSZYSTKO??? Czułem jak płonie mi twarz, jednak nie mogłem się ruszyć, cały czas parząc na starszego. Osz kur…
Senastian? Biedaczek cie nie zauważył? :v

wtorek, 16 lutego 2016

Od Alexisa - c.d Dylana

Kiedy tylko powiedział, że chce ze mną się wykąpać, natychmiastowo się uśmiechnąłem. Będę miał towarzystwo. Wszedł do łazienki pierwszy, a ja tuż za nim. Zamknąłem drzwi i zakluczyłem je. A ten już zdążył się rozebrać i wtargnąć do wanny, w której była woda. Spojrzał na mnie, po czym zaczął jęczeć.
- Alcioooo~! – jęknął. – Na co czekasz? – spytał słodko.
Spojrzałem na niego. Dobra, lepiej jak się zacznę rozbierać, bo on nie da mi spokoju, że wciąż siedzę w ciuchach. Ściągnąłem z siebie bokserki i podkoszulek, po czym wszedłem do wanny, siadając za młodszym, którego niemalże od razu przytuliłem do siebie. Oparłem podbródek o jego ramię. Woda wciąż się lała do wanny, siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, aż usłyszałem, że do pokoju ktoś wszedł. Słychać było śmiechy chłopaków, czyli tacy śmieszkowie tutaj weszli. Ciekawe co ich bawiło, ale dobra, mniejsza z tym.
- Dylciu… - zacząłem patrząc na niego.
Spojrzał na mnie niepewny tego, co chcę uczynić. Cmoknąłem go w policzek.
- Śpisz ze mną? – spytałem.
- Zobaczę. – odparł uśmiechając się słodko.
„Oh, jaki on ma słodki uśmiech! Nie zważałem na to nigdy, ale teraz widzę ile ma uroku w sobie!” zaśmiałem się i wziąłem gąbkę do ręki. Nalałem na nią płyn, już miałem zacząć myć ciało niższego, ale on mi odebrał gąbkę. Odwróci się do mnie i zaczął namydlać moje ciało. Tak sam z siebie zaczął to robić, nie przeszkadza mi to, ale… W końcu to robił DYLAN, a to nie było codzienne. Oparłem się o wannę, przez co nieco się osunąłem, a ten zaczął spłukiwać ze mnie pianę. Spojrzałem na niego, złapałem go za nadgarstek i lekko pociągnąłem w swoją stronę. Podniosłem się i złożyłem delikatny pocałunek na jego ustach, po czym odebrałem młodszemu gąbkę. Patrzył na mnie nieco zdziwiony, a ja zacząłem myć jego ciało.
Dość szybko mi to poszło i spłukałem z niego pianę. Chłopak wciąż był obrócony w moją stronę. Uśmiechnął się lekko. Odłożyłem gąbkę na miejsce, po czym wstałem i wyszedłem z wanny. Wytarłem swoje ciało i założyłem bokserki. A on? Nic. Siedział nadal w wannie. Schyliłem się do niego i złapałem go za ramię, aby się ocknął, ale nadal nie reagował. Wyciągnąłem go z wanny i wytarłem.
- Ubierz się. – powiedziałem.
Spojrzał na mnie i sięgnął po swoje bokserki i mój podkoszulek, założył to na siebie i uśmiechnął się słodko. Czyli zostałem bez górnych partii ubrań, nieźle. Zabrałem się za mycie swoich zębów, ale gdy poczułem, że na moje plecy rzucił się młodszy, to zacząłem się śmiać i na chwilę zaprzestałem tej czynności. Jednak już po chwili zacząłem kontynuować, wyplułem pianę z buzi i opłukałem, po czym wytarłem twarz w ręcznik. Odwiesiłem na miejsce i wyszedłem, z Dylanem na plecach, z łazienki. W pokoju siedziała pozostała trójka, która rozmawiała na każdy temat, co tu robić później, ale zauważyli nas i temat się zmienił. Jednak zignorowałem ich i jakoś „odczepiłem” od swoich pleców chłopaka, którego usadowiłem na swoim łóżku, a sam znalazłem się za nim. Oparłem się wygodnie o zimną ścianę, po czym spojrzałem na resztę.
- To kto zamierza to zrobić? – spytał Lucek.
Wszyscy spojrzeli na siebie, a ja objąłem Dylana w pasie, rozszerzyłem nogi, aby mógł siedzieć między nimi i przyciągnąłem do siebie.
- Ja mogę. – powiedziałem. – Jednak w swoim czasie.
Chłopacy zaczęli się śmiać, oprócz Dylana, który nie wiedział o co chodziło, później mu powiem. Uśmiechnąłem się i mocniej go przytuliłem. „Ja się za to mogę zabrać, ale w swoim czasie, nikt inny tego nie musi robić.”
- Śpisz ze mną? – wyszeptałem młodszemu do ucha. „Mam nadzieję, że się zgodzi… W końcu on jest taki słodki podczas snu, że aż chciałoby się go wycałować od góry… do samego dołu…”
Dylan wyrwał się z mojego uścisku, tym samym obrócił się w moją stronę, tak, żeby na mnie spojrzeć. „Ciekawe co on kombinuje…”

Dylciu? Co kombinujesz?

Od Dylana cd. Alexisa

- A-Alcio… Przestań… - wysapałem, śmiejąc się przy tym. Wiedziałem, że jeśli chłopak będzie robił tak dalej, to wreszcie nie wytrzymam i się po prostu nasikam na pościel.
Tuńczyk jednak tego nie wiedział i był głuchy na me prośby i kontynuował swoją piekielną torturę, a ja zwijałem się pod nim ze śmiechu. Jednak w końcu przestał, na co odetchnąłem z ulgą, a ten ugryzł mnie w policzek, jak to miał już w zwyczaju. Kiedy robił mi to po raz pierwszy, myślałem, że przyjaźnie się z jakimś kanibalem i uciekłem do Andy’iego, by mnie uratował przed tym zombie. Jednak po dłuższym czasie się do tego przyzwyczaiłem, a Alcio nie zjadł jeszcze mojego mózgu.
Ale i tak cały czas byłem na baczności.
Przytuliłem się do chłopaka, chcąc się uspokoić po ataku na moją osobę. Jego zapach, zapach jego perfum, płynu w jakimś się mył, proszku do prania dla jego ubrań… Nie wiedziałem dlaczego, ale odprężało mnie to. Nawet bardzo.
Dlatego jęknąłem cicho, kiedy ten się ode mnie odsuną, wstając z łóżka. Moja żyjąca meliska sobie poszła! I co ja teraz pocznę?!
- Idę się wykąpać – zakomunikował po czasie. – Idziesz ze mną, czy wolisz się z kimś innym wykąpać? – spytał, a jego glos drastycznie się zmienił, nie wiedziałem, dlaczego. Zrobiłem coś źle? Znowu? Dylan, ale z ciebie głupek! Ranisz jedynie swoich przyjaciół. Ranisz Alcia!
Jak możesz?!
- Chce z tobą! – powiedziałem, może nawet za entuzjastycznie.
I za głośno.
Chłopak spojrzał na mnie z lekka zdziwionym wzrokiem, ale zaraz po tym zaczął się śmiać. Byłem wtedy śmieszny? Poprawiłem mu humor?! Dobra, to się liczyło! Nic inne! Tylko to!
Dylan, jesteś geniuszem.
Weszliśmy do łazienki, po czym Alcio zamknął za nami drzwi na zamek. Podszedłem do wanny i odkręciłem kran, wpuszczając ciepłą wodę, przy tym nalewając trochę płynu, aby na wierzchu zrobiła się piana. Rozebrałem się i wszedłem jako pierwszy do wanny.
Spojrzałem w stronę Tuńczyka, który nic jeszcze nie ściągnął.
NIC.
- Alcioooo~! – jęknąłem. – Na co czekasz? – spytałem słodko.

Alcio? No, na co czekasz? On czeka :<

poniedziałek, 15 lutego 2016

Od Alexisa - c.d Dylana


- A wy czemu mi nie pomagacie, tylko siedzicie cicho? – spytał resztę grupy, chyba się obrazi. – Jasne, róbcie sobie jaja z biednego Dylana, bo czemu nie – fuknął. Chciałem wstać, ale ja jeszcze bardziej zacisnąłem swoje dłonie jego talii. – Tuńczyku, puść mnie~~! – jęknął, tym samym błagając mnie, bym go wypuścił „z więzienia”, jednak ja nic z tego nie zrobiłem, jedynie się uśmiechnąłem łobuzersko. Chciał ze mnie zejść, przez co zaczął się wiercić, a ja jedynie cicho syknąłem, a reszta zaczęła się śmiać. Zaprzestał się wiercić, po czym spojrzał na mnie, był zdziwiony.
– Um… Alcio? Stało się coś? - spytał z troską.
„A to, że mi stanie przez Ciebie to jest wytłumaczenie? Problem w moich spodniach to będzie twoja sprawka” Spojrzałem na niego i pokręciłem przecząco głową, nie musi jeszcze wszystkiego wiedzieć… Reszta chłopaków patrzyli na nas ze śmiechem w oczach.
- Szykuje się ostra noc. – usłyszałem śmiech Lućka.
Zignorowałem go i puściłem młodszego, który nawet nie zszedł ze mnie. Wciąż patrzył się, jakby się zmartwił. Zaśmiałem się krótko i znowu go objąłem. On mnie załamuje, może nic nie odwali… Nie wiem, ale jedno wiedziałem doskonale. Było ciepło, więc może zamoczymy się w wodzie, przy której byliśmy. Zrzuciłem z siebie chłopaka i wstałem, po czym wziąłem go na ręce. Spojrzał na mnie niepewnie, przy czym zadał pytanie co robię. Jednak nie odpowiedziałem. Powoli kierowałem się w kierunku wody, chłopacy wiedzieli co zamierzam uczynić, ale Dylan nie, do momentu kiedy woda zaczęła dotykać jego pleców, które były przysłonięte koszulką. Zaczął momentalnie piszczeć. Uśmiechnąłem się szeroko i ruszyłem jeszcze dalej, woda dopiero była na wysokości mojego brzucha, aż w końcu zacząłem kucać, a na końcu wrzuciłem go do wody. Szybko wynurzył się spod wody, szybko podszedłem do niego, wziąłem go na ręce. Wyglądał w tym momencie jak szczur, jeszcze zaczął mnie bić za to co zrobiłem. No i darł się, że nie mam tak robić. Wyślizgnął się z moich rąk, szybko znalazł się za mną, a ja, nim cokolwiek zrobiłem, znalazłem się pod wodą, jeszcze młodszy usiadł sobie na moich ramionach, a rękoma przytrzymywał moją głowę. Ciekawe jak zareaguje, gdyby mnie „przypadkiem” podtopił. Można spróbować. Początkowo „próbowałem” się wynurzyć, ale nie mogłem, więc ustałem. Słyszałem zaniepokojenie w głosie młodszego, prawie zszedł z moich barków, a ja w tym momencie się podniosłem. Niemal spadł, ale ostatecznie został tam gdzie siedział. Uśmiechnąłem się szeroko. Odchyliłem głowę do góry.
- ALCIO! NIGDY WIĘCEJ! – wydarł się i zaczął bić mnie po twarzy, na co syknąłem. – Masz za swoje!
Bez jakiegokolwiek słowa ruszyłem w stronę akademika. Nie chciało mi się siedzieć, zresztą, byłem cały przemoczony, więc lepiej się przebrać. Dobrze, że reszta się nie dołączyła do podtapiania mnie, inaczej by to się skończyło jeszcze gorzej.
- Gdzie idziemy? – spytał chłopak, który siedział na moich barkach.
- Do akademika. – powiedziałem.
~
Przez resztę drogi nikt się nie odzywał, jedynie w pokoju zaczęliśmy rozmawiać na temat udawania, że umarłe. Zacząłem się śmiać. Przytuliłem, jeszcze nieco nagie ciało, Dylana, który był w samych bokserkach, pomijam, że ja też siedziałem w samych bokserkach… Siedzieliśmy na łóżku młodszego, rozmawialiśmy jeszcze chwilę, aż do pokoju wszedł Andy, bez dwójki, powiedział, że zapomniał czegoś, ale to wziął i poszedł. Spojrzałem na zamykane drzwi, a gdy się upewniłem, że nikt nie wejdzie, natychmiastowo rzuciłem się na młodszego, którego zacząłem gilgotać, a ten się śmiał w niebogłosy.
- A-Alcio… Przestań… - wysapał śmiejąc się.
Jednak tego nie uczyniłem i kontynuowałem… W końcu przestałem i cmoknąłem go w policzek, a raczej ugryzłem. Lubiłem to robić, a on wtedy się dziwnie na mnie patrzył, w tym przypadku było tak samo. W sumie obawiałem się tylko jednej rzeczy, że w końcu zacznę go traktować poważnie. Eh… Tego nie chciałem, a on? Nie, nie spytam go o to teraz… Z moich rozmyśleń wyrwało mnie przytulenie się chłopaka do mojego ciała. Leżałem na jego łóżko, z nim na sobie, więc no.
- Idę się wykąpać. – zakomunikowałem. – Idziesz ze mną, czy wolisz się z kimś innym wykąpać? – spytałem, a mój głos nieco się, zasmucił? Eh… „Po co ja go o to pytam? Pewnie i tak woli się kąpać z Sebastianem… A może się zgodzi?”
Dylciu? Alcio tego nie potrafi, nie potrafi mieć twardej ręki do tego słodziaka ;_;

Od Dylana cd. Alexisa

- Rumienisz się? – usłyszałem jego pytanie, a następnie jego śmiech. To nie było śmieszne! Moje policzki się paliły, paliły mnie żywym ogniem! Albo i nie żywym. Ale nie ważne!
- N-nie rumienie – powiedziałem, lekko się jąkając, chociaż nie za bardzo wiedziałem dlaczego. Czułem jedynie jakieś dziwne uczucie w brzuchu, jakbym miał tam postawioną kuchenkę, a na niej czajnik z gotującą się wodą (co to za porównania ja się pytam). Chociaż mnie to nie paliło, raczej łaskotało.
Chociaż przez chwilę się balem, że zwrócę moją kolacje na koszulkę Alcia. I miałby focha jak wtedy, gdy wszedłem do jego sypialni jak był z jakimś gościem. Jakimś Edwardem czy jakoś tak. Bawili się w policjanta i złodzieja, jak to mówiła moja mama, a ja nawet nie wiedziałem co to znaczy, jak zwykle. Ale reszta grupy mi powiedziała, że postąpiłem bardzo źle i nie powinienem tego robić.
Ale ja nawet nie wiedziałem, co takiego zrobiłem.
Bo to nie przeze mnie miał następnego dnia znamię pijawek… Prawda? BOŻE PRZEBACZ!
- Tak? – uśmiech nie schodził z ust mojego kolegi… E, boje się? – A ja widzę wypieki na twojej białej twarzyczce – zaczął się ze mną droczyć starszy, na co ja pisnąłem i szturchnąłem go w ramie.
- Alcio nooo~ - jęknąłem, chowając głowę, przytulając się do torsu chłopaka o błękitnej czuprynie. – Dlaczego mi to robisz? – burknąłem, chcąc uspokoić swoje policzki, ale bardziej swój oddech, który stal się jakoś dziwnie płytki, jakbym przebiegł jakiś maraton. A może tak naprawdę snie na jawie i naprawdę biegnę na jakiś zawodach?
A, nie, Dylan. Przecież ty nienawidzisz wuefu.
A gdzie tu dopiero bieganie.
- A wy czemu mi nie pomagacie, tylko siedzicie cicho? – spytałem obrażony na resztę grupy. – Jasne, róbcie sobie jaja z biednego Dylana, bo czemu nie – fuknąłem i już chciałem wstać, ale Alcio jeszcze bardziej zacisnął swoje dłonie na mojej talii. – Tuńczyku, puść mnie~~! – jęknąłem, błagając starszego, by oddały mi moją wolność. Jednak nic takiego się nie stało, a Tuńczyk jedynie uśmiechnął się jakoś dziwnie. Chciałem z niego zejść, przez co zacząłem się wiercić, a ten jedynie syknął cicho, a reszta zaczęła się śmiać. Zaprzestałem swoich poczynań, spoglądając na niego z lekka zdziwiony. – Um… Alcio? Stało się coś? - spytałem z troską.

<Alcio? Weź go jakoś uspokój, czy coś, bo ci zaraz stanie x’D. To dziecko potrzebuje twardej ręki :’) )

Ankieta

Jakoś nie mogę dodać ankiety na bloga, więc ankieta będzie w tym oto poście, a pytanie jest takie:

"Czy zmienić tematykę bloga"

Piszcie w komentarzu "Tak", lub "Nie". Ankieta będzie trwała do jutra do 18. 

niedziela, 14 lutego 2016

Od Mali cd Luke

Wróciłam do pokoju. Wieczorem wyszłam jeszcze na spacer do pobliskiej kawiarni na mocną kawę. Następnego dnia rano znowu miałam zbyt dużo energii. Zaczynam mieć tego dosyć. Wybiegłam z pokoju w granatowej sukience i trampkach z ustami pomalowanymi na kolor sukienki. Zjadłam szybko śniadanie i pobiegłam na lekcje. Przed salą lekcyjną siedział Luke.
-Hej- rzuciłam radośnie w stronę chłopaka.
-Nie jesteś dziewczyną, którą poznałem pierwszego dnia- zaśmiał się
-A jednak jestem- również się zaśmiałam. Usiadłam obok niego na ławce. Położyłam mu głowę na ramieniu patrząc na ekran jego telefonu.
-Co robisz?- zapytałam
-Przedgladam stare zdjęcia- mruknął. Opadłam na oparcie ławki.
-Nuuda- westchnęłam
-Wszytsko dobrze?- zapytał dziwnie się na mnie patrząc.
-Wypiłam wczoraj za dużo kawy- zaśmiałam się.
<Luke???>

Od Alaski cd Luke

-Idziemy dziś na plaże?-Zapytałam,a chłopak skinął twierdząco głową.
-Spotkajmy się za półtorej godziny na miejscu.-Powiedział, a ja lekko się uśmiechnęłam.
-No dobra.-Odparłam i wróciłam do pokoju.
***
Rozłożyłam koc na piasku i czekałam na Luke'a, który zaczął się spóźniać. Po kwadransie założyłam strój, zapiełam smycz na kostce i poszłam złapać jakieś fale. Położyłam się na desce i zaczęłam odpływać od brzegu. Złapałam pierwsze fale i zaczęłam stawiać sobie coraz wyższe wymagania. Zadowolona z ewolucji chciałam zrobić sobie jedną luźną jazdę. Udało mi się utrzymać na dość dużej fali. Rozejrzałam się i zauważyłam Luke'a, który właśnie przyszedł. Blondyn spojrzał w moim kierunku, a ja mu pomachałam. Wróciłam do fali, która powoli zaczęła się zamykać. Nagle zza pleców wyskoczyła na desce dziewczyna z kawiarni. Wjechała we mnie, nie zdołałam utrzymać równowagi i wpadłam do wody...
Chciałam wypłynąć, ale coś skutecznie trzymało mnie pod wodą. Spojrzałam na moją nogę która była zaplątana w jakąś sieć. Starałam się uwolnić, ale smycz również zaczepiłem się o sieć, która zaklinowana była pod jakimiś kamieniami. Szamotałam się co nie przyniosło oczekiwanego efektu, jeszcze bardziej zaplątałam się w sieć. Zaczęlo mi brakować powietrza.
Luke

sobota, 13 lutego 2016

OD Luke'a C.D. Alaski


Siedziałem w pokoju słuchając muzyki i pisząc coś na jedną z lekcji. Gdy usłyszałem pukanie do drzwi podniosłem się z miejsca i poszedłem je otworzyć, stała w nich Alaska.
- Hejka. Oddaje i jeszcze raz dzięki - powiedziała podając mi złożone w kostkę ubranie.
- Nie ma za co - odparłem uśmiechając się lekko.
-A wracając do wczorajszej sytuacji, ta dziewczyna chodzi tu do szkoły - oznajmiła opierając się o framugę drzwi.
- Ta, dobrze wiedzieć, serio widziałem ją po raz pierwszy, trochę to dziwne było - zaśmiałem się.
- Tak.. mijałam ją dzisiaj na korytarzu, patrzyła na mnie jakby chciała mnie zabić.
- No cóż, ludzie są dziwni, ale co zrobisz? Nic nie zrobisz - uśmiechnąłem się.
- A no, niestety - również się uśmiechnęła.
Alaska? ;v

Od Luke'a C.D. Malii


Po pewnym czasie pływania zobaczyłem siedzącą na piasku Malię, zszedłem z deski i wyszedłem na brzeg.
- Coś ci się szybko znudziło - zaśmiałem się.
- No, bo jest tak ciepło - westchnęła opadając na piasek.
- Też mi powód - wywróciłem oczami - Ja idę jeszcze popływać.
Wróciłem do wody. Spędziłem na plaży jeszcze około godzinę, po czym wróciłem do pokoju. Ogarnąłem swoje rzeczy i poszedłem pod prysznic.
***
Następnego dnia rano obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno. Za kilka minut miał zadzwonić mój budzik. Wyłączyłem go i poszedłem do łazienki się przebrać, a następnie udałem się na śniadanie. Po skończonym posiłku wróciłem do pokoju po plecak i książki. Gdy dotarłem pod klasę od fizyki było tam tylko kilka osób. Usiadłem na ławce pod klasą i zacząłem sprawdzać coś w telefonie, od zajęcia oderwał mnie czyjś głos.
Malia?

Od Sebastiana cd. Andy'ego


Samolot, którym Sebastian podróżował do Hiszpanii, gdzie postanowił wraz ze swoją ekipą uczyć się w szkole o kierunku sportowym, niespodziewanie doznał jakiejś awarii w środku kursu i pilot zmuszony był lądować, aby nie narażać na niebezpieczeństwo siebie oraz pasażerów. Podróżującym zapewniono darmowy nocleg w ramach rekompensaty i odesłano do pokoi, zaś mechanicy i elektrycy zaczęli siłować się z zaistniałymi problemami w budowie „Sokoła H2”, jak zwano ten samolot, chociaż i tak czy siak nic nie naprawili, a jedynie rozwalili silnik i uszkodzili skrzydło. Ach, nie ma to jak doświadczeni pracownicy, wszystko zrobią, wszystko poprawią, ze świecą takich szukać. Po prostu cud, miód, malina. Czujecie sarkazm? W każdym bądź razie najbliższe lotnisko zezwoliło na kontynuowanie podróży innym samolotem, więc o czwartej nad rankiem pobudka i zapylać z walizkami przez pół miasta, ale lepsze to niż nic, równie dobrze mógłby tu siedzieć jeszcze dobre kilka dni przez te niefortunne problemy, a zawsze szybciej dotrze do Hiszpanii i wyściska swoich przyjaciół. Był najstarszy z całej paczki, więc to on zazwyczaj grał rolę nadopiekuńczej matki troszczącej się do bezpieczeństwo swoich malutkich, słodkich dzieciaczków-gejów. Martwił się jak tam sobie radzą, co z Dylanem? Biedaczek zachowuje się jak pięciolatek, pomimo tego, że ma już siedemnaście lat. Nie rozumie praktycznie niczego i łatwo się denerwuje, przerastają go proste, codzienne problemy, a Sebastian jako najstarszy z pięciokąta, musiał dbać o pozostałych i w końcu po jakimś czasie zaczęto nazywać go Mamą. A jak Andy? Ta mała Śpiąca Królewna jest niezwykle wrażliwa, nieśmiała i nerwowa. Bardzo łatwo się zawstydza, byle co doprowadza go do rumieńca. Radzi sobie tam jakoś? Wszystko z nim gra? Dotarł w ogóle? Nie jest głodny? Nic sobie nie zrobił? Nie utonął w basenie? Sebastian krążył myślami wokół przyjaciół i dopiero ciche kichnięcie kobiety obok obudziło młodego mężczyznę z letargu. Z delikatnym uśmiechem wręczył pani chusteczkę, po czym wrócił do rozmyślania czy wszystko jest w najlepszym porządku. Zżył się z Andy'm, on potrzebował uwagi Pstrąga i łączyła ich wspólna pasja, zaś Dylana traktował jak własnego syna. A Alexis i Luther też żyją? Oby się opiekowali tymi małymi dzieciaczkami. Liczył na ich kompetencję. To rozsądni chłopcy, ekhem... no na ile mogą być rozsądne tak stuknięte typy, ale każdy z tej ekipy był w pewnej skali nieźle rąbnięty, nawet Sebastian miał w sobie jakieś nienormalne cechy, chociażby pedantyczne obsesje.
- Proszę o zapięcie pasów, podchodzimy do lądowania - ni z gruszki, ni z pietruszki rozległ się basowy głos pilota, który spowodował wzdrygnięcie u Armstronga. Na twarz Mamuśki wpłynął promienny uśmiech podekscytowania, wreszcie zobaczy swoich przyjaciół.
Godzina ósma dwadzieścia cztery. Dokładnie wtedy samolot dotarł na lotnisko. Sebastian czym prędzej zabrał swoje walizki i pognał na autobus, który cudem złapał na przystanku. Kolejne dwadzieścia minut podróży, ale dotarł na miejsce. Jakoś, ale jest. W recepcji odebrał kluczyk do pokoju, plan lekcji oraz plan budynku szkoły, o który musiał się doprosić i dzięki darowi przekonywania oraz przyjemnej dla otoczenia aurze zyskał owy przedmiot. Zadowolony pożegnał tęgą panią za ladą, po czym leniwym krokiem udał się do lokum numer cztery. Otworzył zamek za pomocą klucza i po cichu, aby nie obudzić współlokatorów, zamknął za sobą drzwi, odstawiwszy wcześniej na podłogę walizki.
- SEBASTIAN! - podskoczył, słysząc głośny ryk tuż obok. Ledwo zdążył się odwrócić w kierunku źródła krzyku, a już coś go zaatakowało. Prawie upadł, tylko dzięki oparciu się o drzwi utrzymał równowagę. - PRZYJECHAŁEŚ! - darł się przytulający go okularnik. Kilka sekund zajęło Sebastianowi uspokojenie nerwów spowodowanych tym głośnym powitaniem, aż się przestraszył, miał wrażenie, że to jakichś uchodźca, który wzywa Allaha.
- Andy, Andy, Andy... trochę spokojniej, dostałbym zawału - uśmiechnął się mężczyzna, odwzajemniając uścisk młodszego, znacznie niższego chłopca o delikatnych rysach twarzy i gęstych włosach. - Dobrze, że reszty współlokatorów nie ma, inaczej byliby chyba nieźle zdenerwowani za ten poranny budzik - zaśmiał się cicho i melodyjnie, schyliwszy nad przyjacielem. Przysunął twarz bliżej ucha Andy'ego. - Dobrze cię widzieć, bałem się, że już coś sobie zrobiłeś pod moją nieobecność - mocniej objął chłopca niczym matka, która zobaczyła swoje dziecko po kilku latach bolesnej rozłąki. Cmoknął go w policzek i z radosnym, promiennym uśmiechem charakterystycznym dla Sebastiana wypuścił okularnika z ramion. - Dylan, Luther i Tuńczyk też już dotarli czy nie jestem jedynym spóźnialskim? - spytał łagodnym tonem. Chwycił w dłonie walizki i przeniósł je pod ścianę, aby nie zagradzały drzwi, bo komuś nagle zachce się wejść i zabije się o te przeszkody. - Które łóżko jest wolne? Nie chciałbym wepchnąć się do cudzego, tylko dojdzie do nieporozumień - spojrzał na przyjaciela.

<Andy? Bał się o ciebie :3 >

Od Alexisa - c.d Dylana


Szliśmy na plażę w ciszy. Zastanowiło mnie jak to wszystko będzie, Sebuś przyjedzie, bądź już przyjechał... A co jeśli coś się rozwali na wyjeździe tutaj? Jeśli ktoś się na poważnie z kimś zwiąże na poważnie, co wtedy jeśli jeden zostanie bez pary? Uhh... To wszystko jest takie... Takie skomplikowane.
Na samej plaży spojrzałem na dłoń Dylana, jakoś rzadko kiedy miałem okazję do trzymania go, więc skorzystałem z tego i splotłem nasze palce, przez co trzymaliśmy się za ręce. Najczęstsze zdarzenie było to, że Seba i Lucek zawsze go trzymali za ręce, a ja rzadko to robiłem, bo jakoś nie miałem okazji, ani za bardzo na to chęci. Mało kiedy ukazywałem uczucia, względem kogoś, nie lubiłem tego robić. Jednak uwielbiałem trzymać Dylcia za rękę, gdy byliśmy sami, zawsze się bałem, że osoba trzecia mogłaby go zabrać ode mnie i sam się nim zająć, a ja z tego nic bym nie miał... Rzadko, ale jednak, robiłem to tak niespodziewanie, że osoba była zaskoczona... Momentalnie młodszy mruknął coś pod nosem, chyba go ciekawiło, czy mama już przyjechała. Popatrzyłem na niego, patrzył na piasek, po którym chodziliśmy. Oj młody, młody...
- W której klasie jesteś? – zapytał ciekawy. – Mam nadzieje, że będę z którymś z was, bo nie chciałbym być sam. Będzie mi smutno. Bo kto pomoże mi z jakąś kartkówką? Na przykład w biologii z anatomią czy jakimś układem rozro.dczym, co nie wiem, czym jest? Ja tego nie umiem! Czuje, że obleje te wakacje – burknął, przytulając się do mojej osoby, chyba chciał się w ten sposób uspokoić. Jednak zamiast tego dostał czkawki, chyba od zbyt częstego połykania powietrza podczas mówienia.
Zacząłem się śmiać.
- Niestety, ale nie wiem. Ja jestem w klasie A, reszta, nie wiem jak z nimi... Ogólnie to wiesz, że podobno czkawkę leczy się pocałunkiem? - spytałem uspokając swój śmiech.
Niższy na mnie spojrzał, jakbym był jakimś, nie wiem, jego autorytetem, bądź chodzącą mądrością. Patrzył chwilę, nic nie mówił, tylko oddychał, aż czknął. Uśmiechnąłem się w jego kierunku. Zatrzymałem się i lekko przyciągnąłem do siebie młodszego. Zawsze można spróbować, no nie? Objąłem go swoimi ramionami i z wielkim uśmiechem wpiłem się w jego usta, które były takie słodkie, delikatne... O których można tylko śnić i marzyć. Chłopak momentalnie zamarł, jednak nie zraziło to mnie. Momentalnie zaczął powoli odwzajemniać pocałunek, w tej chwili miałem gdzieś, że mogą na nas patrzeć. Ignorowałem wszystkich dookoła, liczył się tylko Dylan, który szybko się odnalazł w pocałunku. Nawet próbował wepchnąć język do moich ust, na co mu w końcu pozwoliłem...
Momentalnie usłyszałem gwizdy, wiadomo kto to był. Odsunąłem się od młodszego, który na mnie spojrzał niepewnie, a potem na kolegów. Wypuściłem go z objęć, tym samym znowu złapałem go za dłoń, posyłając przy tym słodki uśmiech.
- Uczysz Dylcia od podstaw? - zaśmiał się Lucek.
- Ktoś to musi zacząć robić. - odparłem.
Kątem oka spojrzałem na kolegę, który patrzył się na mnie, a potem na kolegów. Cicho westchnąłem i ruszyłem przed siebie, razem z młodym u boku. Wszedłem między kolegów. Nawet był już Seba, z którym się przywitałem, szedł koło mnie, czyli wielki uścisk. Dołączył się nawet Dylan, ale szybko znowu stanął obok mnie… Szliśmy, nie wiadomo gdzie. Najlepiej to pozwiedzać plażę, tak, idealny pomysł, który, jak wiadomo, nie kończy się sucho. Jednak to później nastąpi, chyba…
Zatrzymaliśmy się w końcu i usiedliśmy na piasku. Andy był chyba w raju, że przyjechał Sebastian, w końcu co zrobimy bez naszej MAMUSI!? Hehe… Tylko Lucuś siedział sam, bo to wyglądało w ten sposób: Andy siedział wtulony w Mamusię, a Dylan siedział na moich nogach, a Lucek sam. Uh… Złapałem za ramię czerwono-włosego, jednak zignorował to. Oplótł swoje kolana, o które oparł czoło, którym walnął kilka razy… Co za, grr… Pokręciłem głową. Objąłem niższego, po czym przyssałem się do jego szyi, na której pozostała kolejna malinka. Chłopak zakrył swoją twarz, przy czym się zaczął śmiać. Odwróciłem go do siebie.
- Rumienisz się? – spytałem śmiejąc się.

Dylciu? Przyznaj się!

Od Katy Cd. Camerona


-Ale to chyba nie powinno ci przeszkadzać.
-No raczej nie. - zaśmiał się.
-No wiesz lepsze to niż z przodu plecy, z tyłu plecy, pan bóg stworzył cię dla hecy. - zawtórowałam mu.
-I tu się zgadzam. - złapałam za koszulkę i ubrałam ją. Było bardzo niezręcznie do czasu aż ubrałam koszulkę, przynajmniej dla mnie niekomfortowo było stać przed tym typie w górnej części bikini. - Chodźmy na kolację jestem głodna. - Jaxx przyszedł i lekko szarpnął Camerona za nogawkę.
-Twój pies mnie rozbiera. - zaśmiał się.
-No wiesz on ma takie poczucie, że nikt poza nim nie może mnie dotykać, no chyba, że tego kogoś dobrze zna. - odsunęliśmy się od siebie i ruszyli na stołówkę, po zabraniu małej galaretki owocowej zauważyłam jak grupka przyjaciół otoczyła Camerona pytając się go gdzie był i tak dalej. Zachichotałam i poszłam usiąść zabierając się do jedzenia mojej małej kolacji.

<Cameron?>

Od Dylana cd. Alexisa


- Idziesz może się przejść, Dylciu? – usłyszałem pytanie chłopaka, na co energicznie pokiwałem głową. A już się balem, że mnie zostawi! Sebastian miał za chwile być, a Andy pewnie by go sobie, jak on to mówił… By go sobie „pożyczył” na kilka godzin. Nie rozumiałem, o co mu chodziło, ale ten mi tylko mówił, że jestem za młody, aby to zrozumieć.
A przecież byłem od niego starszy o rok!
Wyszedłem wraz z Alciem z naszego pokoju, następnie kierując się korytarzem do wyjścia ze szkoły. Słyszałem, że kilak minut drogi stad było już morze, więc Tuńczyk chyba chciał mnie tam zabrać.
Pogoda w Hiszpanii była niesamowita, ni tak jak w Anglii. Tam prawie cały czas padało, raz na ruski rok ubierałem się na krótki rękawek, bo upałów nie było. A tutaj? Nad tą piękną plażą? Czułem się, jakbym był na jakiś Hawajach.
Gdy byliśmy na plaży, poczułem jak Alcio splótł nasze palce, przez co trzymaliśmy się za ręce. Od razu przypomniały mi się akcje, kiedy na jakiś biwakach czy innych eventach, kiedy byliśmy razem w paczce, Sebuś i Lucek zawsze trzymali mnie za ręce. Było to bardzo przyjemne uczucie. Ale z Alciem było to jakoś całkiem inaczej. Od razu robiło mi się ciepło na serduszku. Lubiłem to, gdy to robił, kiedy go o to nie prosiłem, gdy robił to tak sam z siebie. Ale nie było to częste zdarzenie. Nie wiedziałem dlaczego, ale gdy byliśmy chociaż we trzech, Alcio jakoś nigdy nie trzymał mnie za rękę.
Czy bał się tej trzeciej osoby, że cos by mu zrobiła? Przecież to chyba normalne, gdy dwie osoby trzymają się za ręce! A nawet jeśli nie – to ja bym go obronił jak mama pies swoje szczeniaki!
- Ciekawe czy mama już przyjechała – mruknąłem, patrząc na piasek, po którym się poruszałem. Chodzenie po piasku w butach nie było zbytnio przyjemne, ale lepsze był oto, niż bolącą podeszwa stóp, gdyby czasem nadepnęło się na jakiegoś małża czy ostry kamyszek. Albo na martwą meduzę, których w Europie na plaży było, jak słyszałem, pełno.
ALBO NA ZĘBA REKINA ZE „SZCZĘK”!
- W której klasie jesteś? – zapytałem ciekawy. – Mam nadzieje, że będę z którymś z was, bo nie chciałbym być sam. Będzie mi smutno. Bo kto pomoże mi z jakąś kartkówką? Na przykład w biologii z anatomią czy jakimś układem rozro.dczym, co nie wiem, czym jest? Ja tego nie umiem! Czuje, że obleje te wakacje – burknąłem, przytulając się do wyższego chłopaka, chcąc się uspokoić. Zamiast tego dostałem czkawki, od zbyt częstego połykania powietrza podczas mówienia.

Alcio? Geez, ale z tego Dylana histeryk.

Od Cary cd Alex


Spojrzałam na niego lekko wystraszona nie uśmiechnęłam sie ani drgnęłam. Chłopak śmiał się ze mnie opierając jedną rękę o drzwi.
- to ja już pójdę - powiedziałam
- no nie zaprosisz mnie do siebie? - spytał
- nie, inni już śpią ja też już usypiam więc dobranoc - oznajmiłam chlopaka
Sięgnęłam do torebki po klucze, w tym całym stresie nie umiałam nawet otworzyć drzwi ale w końcu się udało. Alex ciągle stał za mną póki nie zamknęłam mu przed nosem drzwi. Chodziłam na paluszak gdy zza kołdry wychyliła sie czyjaś głowa. Było tak ciemno że nie widziałam czy to chłopak czy dziewczyna, na szczęście spowrotem opadła i słychać było jedynie ciche chrapanie. Znalazłam wolne łóżko przy którym przebrałam sie i kładąc się zasnęłam. Rano obudziłam się o 6 wszyscy jeszcze spali nie dziwie im się, tylko ja szykuje sie tak długo. Wyprostowałam włosy i ubrałam się jakoś ładnie. Spojrzałam na lekcje dla wtorku i mało co nie padłam na ziemie.
- muszę coś wymyśleć aby nie serfować nigdy nie pływałam na tej desce i nigdy sie nie naucze - powiedzialam w myslach
O 7:30 wyszłam z pokoju, w końcu nawet nie wiem gdzie mam mieć lekcje nie znam sie na salach, wtedy bardzo chciałam spotkać kogos na korytarzu.
- boże znowu on - myślałam gdy ujrzałam niebiesko włosego chłopaka z wczoraj
Szybko otwóciłam sie i powoli poszłam w drugą strone.
Alex?

Od Camerona cd Katy

Spojrzałem na dziewczynę podnoszą jedną brew.
- jak pizdzialo - zapytałem
- no normalnie,  nie czules?
- nie za specjalnie - zaśmiałem się
- nie wierze, że nic nie poczułeś - powiedziała
Spojrzałem ponownie na nią i się lekko uśmiechnąłem
- gdybym poczuł to bym nie był taki gorący - zaśmiałem się
Położyłem dłoń na jej policzku a drugą położyłem na jej ramieniu
- i co zimne są?
- oj dłonie to dłonie - powiedziała
- ah tak - zapytałem
- tak
- to chodź
Złapałem ją za dłoń i poszliśmy do łazienki szkolnej. Poszliśmy za ścianę
- zaraz zobaczysz że nie jestem zimny - powiedziałem
Zdjąłem jej koszulkę bez pytania i przytuliłem się do niej. Poczułem lekkie zimno ale to mi nie przeszkodziło. Ogrzalem ja chyba.
Staliśmy tak wtuleni w ciebie
- wiesz co Katy- zapytałem
- no co?
- twoje cycki wbijajal mi się - zaśmiałem się
Katy?

Od Alex'a cd Cary

JCałe to zdarzenie mnie strasznie rozbawiło. I jeszcze to ubranie w walizce... przepraszam bielizna... musiałem się ostro powstrzymywać by nie upaść i nie śmiać się z tej całej sytuacji. Gdy dziewczyna zacząła iść zatrzymałem ją łapiąc za nadgarstek
- a ty dokąd mała - zapytałem lekko przesuwając do siebie
- nie jestem mała - zaprotestowała
- ale jesteś niższa ode mnie więc jesteś mała - powiedziałem
- em no w sumie trochę racji w tym jest - zgodziła się xe mna
- no widzisz - ponownie się zaśmiałem - pewnie jak się nie orientujesz tutaj to nie wiesz gdzie jest pokój, prawda?
- no trochę - znowu przyznała mi rację
- u nas pokoje są 4 osobowe więc jaki masz numer?
- em - wyciągnęła kartkę gdzie byl jej numer pokoju - numer 6
- o to nie daleko chodz pokaże ci
Za prowadziłem dziewczynę do pokoju i stanęliśmy przed nimi
- nooo. To ten za pomoc nalozysz cos dla mnie z tej  bielizny - zaśmiałem się
Cara?

piątek, 12 lutego 2016

Od Malli cd luke

Matematyka po dłuższym czasie się skończyła. Biologia, historia, chemia i hiszpański również szybko się zakończyły. W końcu nadszedł czas wychowania fizycznego.
-Wreszcie surfing- westchnęłam wychodząc na piasek
-Racja- Luke był przeszczęśliwy
-Wreszcie wykorzystam swój nadmiar energii- zaśmiałam się- Kto pierwszy w wodzie- dodałam i ruszyłam pędem w stronę wody. Gdy ja dobiegłam do morskiej tafli Luke dopiero zaczynał bieg. Złapałam pierwszą, większą fale. Idealne warunki do surfowania. Duże fale i słońce. Po jakimś czasie usiadłam na plaży. Luke usiadł obok mnie.
-Coś ci się szybko znudziło- zaśmiał się
-No bo jest tak ciepło- westchnęłam opadając na piasek.
<Luke?>

Od Cary


Tatuś wysłał mnie do nowej szkoły, ponieważ w tamtej narobiłam sobie trochę kłopotów. Nie byłam z tej wiadomości zbyt zadowolona ale się już nie czepiałam wiedziałam, że robi wszystko najlepiej i jest najlepszym tatą na świecie. Postanowiłam zdobyć w tym roku stypendium i nie bawić się w żadne romansidła jednak już chyba pierwszego dnia źle się to zapowiadało. Idąc do swojego pokoju wpadałam na niebiesko włosego chłopaka a moja walizka otworzyła się, ukazując moją wyzywającą bieliznę.
- Szlag! - krzyknęłam poddenerwowana pakując ją z powrotem
Popatrzyłam na roześmianego chłopaka który już schylał się aby mi pomóc.
- Nawet nie dotykaj! - rozkazałam
Chłopak odsunął się powoli a ja posprzątałam bałagan z holu. Wstałam i otrzepałam kolana z kurzu spoglądając kątem oka w stronę chłopaka który cicho śmiał się do siebie. Moją uwagę przykuły jego jasno niebieskie oczy prawie tak same jak włosy jednak było w nich coś dziwnego.
- Cara - powiedziałam wyciągając rękę
- Alex - chłopak chwycił i pocałował mnie w dłoń
Rumieniąc się odsunęłam rękę. Po chwili szybko dodałam.
- Przepraszam, nie wiem co i jak tu nie miałam pojęcia że będzie ktoś jeszcze chodził po tym korytarzu przecież jest tak późno. Podniosłam walizkę i już miałam iść jednak chłopak złapał mnie za rękę i powstrzymał przed ucieknięciem z tej kompromitującej sytuacji.
Alex?

Od Alaski cd Luke

Po kolejnej godzinie postanowiłam wrócić do akademii. Wyszłam z wody, zostawiłam deskę przy plecaku. Zdjęłam piankę, wytarłam ciało ręcznikiem, założyłam ubranie i zabrałam swoje rzeczy. Ruszyłam spacerkiem do szkoły podziwiając przy okazji zachód słońca. Po jakiś dziesięciu minutach wchodziłam do pokoju.
***
Wstałam kolejnego dnia dość wcześnie. Posprzatałam pokój, wyprałam bluzkę poplamioną kawą i bluzę Luke'a i poszłam pobiegać. Po półtorej godziny wróciłam zmęczona do pokoju. Wzięłam szybki prysznic, który mnie orzeźwił. Założyłam czyste ubranie i zabrałam suchą i wyprasowaną już bluzę chłopaka. Dziewczyny powiedziały mi w którym pokoju mieszka. Ruszyłam pod wskazany numerek. Po drodze zauważyłam dziewczynę z kawiarni, patrzyła na mnie wściekła. Na szczęście nie odeszła od grupy znajomych, która ją otaczała. Odwróciłam wzrok i ruszyłam szybciej w stronę pokoju Luke'a. Po paru minutach byłam na miejscu. Zapukalam, a po chwili otworzył mi blondyn.
-Hejka. Oddaje i jeszcze raz dzięki.- Powiedziałam podając mu ubranie złożone w kostkę.
-Nie ma za co.-Odparł uśmiechając się lekko.
-A wracając do wczorajszej sytuacji, ta dziewczyna chodzi tu do szkoły.-Oznajmiłam opierając się o framuge drzwi.
Luke

Nowa

Cara Delavingne

Od Katy Cd. Camerona

-Ok. - zachichotałam nerwowo patrząc nieufnie na psa. Niezręcznie się czułam z obejmującą mnie ręką Cameron'a, ale dawało mi to dziwne poczucie bezpieczeństwa. Dołączył do mojego boku Jaxx, który dotychczas trzymał się bardziej z tyłu. - Wiesz czuję się winna tego, że przesiedziałeś ze mną cały dzień, zamiast z kumplami. - odparłam Wkładając ręce do kieszeni nie powiem zaczęło się robić chłodno, a od morza wiała lodowata bryza wprawiając mnie w gęsią skórkę i przekleństwa w myślach. To tylko niecały kilometr - modliłam się w myślach błagając o brak następstw takich jak przeziębienie. Między drzewami już migały światła budynku szkoły z daleka ale mijały. Tak jak wrócę zjem kolację, włamię się do kuchni i zrobię sobie herbatę. I pójdę sobie potańczyć w jakieś ustronne miejsce, bo mój pokój pewnie będzie zapełniony nie znoszę dzielić z kimś pokoju. Bo wiadomo jakby się miało coś dziać, albo jak chłopaki przychodzą to lepiej się siedzi samemu, a nie gapie dookoła. Kiedy weszliśmy przez drzwi do ciepłego holu o mało nie pisnęłam z ulgi.
-Co tobie? Poparzyły cię drzwi? - zaśmiał się Cameron.
-Wiesz jak tam na dworze piź*ziało?! Czy ty nie czujesz temperatury człowieku?- pisnęłam rozcierając sobie ramiona.
<Cameron?>

Od Luke'a C.D. Malii

Usiadłem obok dziewczyny i zacząłem się wypakowywać.
- Hej - powiedziała wesoło.
- Widzę, że kogoś tu rozpiera energia - zaśmiałem się.
- Aż tak to widać? - spytała, a uśmiech nie chciał zejść z jej twarzy.
- Myślę, że odpowiedź na to pytani znajdziesz sobie sama - odparłem.
- Proszę o ciszę! - zawołał nauczyciel.
Poprawiłem się na krześle, po czym zacząłem rozwiązywać zadanie, które kazał zrobić. Zadanie nie było trudne więc dość szybko udało mi się je skończyć. Wyprostowałem się i odłożyłem długopis. Malia nadal pisała jakieś obliczenia, pan Pardo chodził po klasie i przyglądał się uczniom.
- Skończyłeś? - spytał podchodząc do mnie.
- Tak - odparłem, a on wziął do ręki mój zeszyt.
- Dobrze, poprawny wynik - powiedział i poszedł w stronę innych.
- Skończyłam! - uśmiechnęła się dumnie Malia. - Ile ci wyszło?
Podsunąłem jej swój zeszyt, a ona spojrzała na wynik, a później na swój.
- Tak samo - oznajmiła.
- Czyli dobrze.
Malia? :vv

OD Luke'a C.D. Alaski

Gdy przypatrywałem się dziewczynie, która szalała na desce straciłem równowagę i spadłem do wody. Wynurzyłem się i zacząłem się rozglądać. Po chwili podpłynęła do mnie szatynka.
- Tak - odparłem wchodząc na deskę.
Pogoda na pływanie była dzisiaj świetna, popływaliśmy jeszcze jakiś czas, aż w końcu stwierdziłem, że mam dość. Wróciłem do brzegu i wyciągnąłem deskę na piasek, a następnie na nim usiadłem. W pewnym momencie dziewczyna zwolniła i zaczęła się rozglądać, gdy mnie zauważyła, również wróciła do brzegu.
- Nie pływasz już? - spytała.
- Nie - odparłem.
- Aha, wymiękasz? - uniosła brew.
- Nie, wyszalałem się już - uśmiechnąłem się delikatnie - To ja się zbieram.
Wstałem i zacząłem zbierać swoje rzeczy.
- Pa - powiedziała.
Zabrałem swoje rzeczy i poszedłem do pokoju. Wziąłem prysznic i przebrałem się w czyste ciuchy.
Alaska? :v

Od Alexisa - c.d Dylana

Chłopak zareagował tak jak się spodziewałem, nie miałem tak mówić, co jeszcze on wymyśli? Naprawdę to jest duże dziecko, mówię to z powagą, bo da się to zauważyć. Dziecko z dow.nem, tak, idealne określenie dla młodego.
- Huh, to przecież wiadome, że raczej nie wiesz – powiedziałem w końcu, moje usta znalazły się na jego szyi. Zaśmiał się cicho, chociaż jego cichy śmiech to dla mnie rechot, ale dobra.– Ale wiesz, jak będziesz czegoś potrzebować w tych sprawach, to ja ci zawsze doradzę – zamruczałem.
- Ok-kay – jęknął, zszedłem niżej na jego obojczyki, które lekko gryzłem – Al-lcio – wydal z siebie dziwny dźwięk. – Proszę, p-przestań. Dziwnie się przez to czuje – sapnął.
Podniosłem się nieco znad jego obojczyków, położyłem się obok, jakby nigdy nic. Nie chciało mi się jakoś specjalnie spać, ta podróż wcale mnie nie znudziła, tylko pobudziła, że teraz mógłbym biegać na.go po plaży i do tego krzyczeć. Nie miałem takiej możliwości i musiałem siedzieć w tym piep.rzonym akademiku i umierać z nudy. Eh, eh… Spojrzałem na sylwetkę Dylcia, który zapewne już zaczął odpływać do krainy snów. Może ja też spróbuję zasnąć? Może w końcu jakoś prześpię tę noc, a nie to co w domu, że z podekscytowania nie spałem kilka nocy z rzędu. Jednak szybko odsunąłem od siebie tą myśl. Nie będę o tym myśleć… Chociaż w domu to w domu… Nie ważne.
~
Zasnąłem, pewnie przez myślenie o domu, gdzie było wszystko idealne, bo mój dom to było własne mieszkanie. Tak mnie rodzinka kochała, że się wydziedziczyli własnego syna i brata, chociaż jedna z moich sióstr tylko została przy mnie… Nie ważne. Obudziłem się pierwszy z całej trójki. Spojrzałem na zegar, wskazywał godzinę 6:39, na mnie leżał niższy, który słodko drzemał i chyba nie miał zamiaru jeszcze wstawać, na całe szczęście, nie będzie mu odwalać od tej godziny, chociaż im szybciej wstanie, tym szybciej pójdzie spać wieczorem… Dobra, nie będę dla niego taki zły. Ogólnie zastanowiło mnie czemu musiałem się tak szybko obudzić? Teraz nie zasnę już. Co ja mam ze sobą zrobić? Pójść biegać? Nie, nie chce mi się. Mogę poleżeć, choć za jakieś kilka minut zacznę się nudzić, najlepszy sposób to się ubrać, coś się znajdzie do roboty, o, rozpakuje się! Spoglądam na śpiącą mordkę młodszego. Słodkie. Jednak szybko jakoś wymknąłem się z jego objęć i podszedłem do walizki, z której wyjąłem czyste rzeczy, które szybko założyłem na siebie. Spoglądałem na śpiących kolegów. „Ciekawe o której wstaną…”.
Nim się zorientowałem była już 7:56, no nieźle. Chociaż zdążyłem się rozpakować, o tyle szczęścia na cały dzień. Usiadłem koło Dylcia, który nadal spał. Andy się obudził i zajął łazienkę, chyba najczęściej zajmuje ją… No, nie ważne. Kopciuszek momentalnie się obudził, jakby przyśnił mu się jakiś koszmar. Wręcz poderwał się z łóżka. Zaczął uspokajać oddech i rozejrzał się po pokoju, a jego wzrok zatrzymał się na mnie, tak, ogromny hug… Zaśmiałem się i objąłem go. Czemu on mnie załamuje? Czasem ma się wrażenie, że to dziecko, które trzeba uczyć wszystkiego od podstaw. Jednak z naszym kochanym czasem, który leci do przodu jak szalony, da się przyzwyczaić. Najgorsze co było to chyba to, że on nie wie wielu rzeczy, ale z czasem się nauczy, chyba… Dłońmi błądziłem po kręgosłupie młodszego, aż z łazienki wyszedł Andy, który zakomunikował, że Sebastian już niedługo przybędzie. Czyli co, skończy się spanie z Dylciem, bo wróci do mamusi? Eh, eh, nie wiem… Mam nadzieję, że nie, bo naprawdę zaczynam się do niego przyzwyczajać. Stop. Nie mogę się do niego aż tak przywiązać, bo moja zazdrość weźmie górę i znowu będą fochy jak u dziewczyny z okre.sem. Tego chyba nikt by nie chciał, bo gdy Alcio się wkurza, to może wybuchnąć Trzecia Wojna Światowa… A wtedy są tylko straty, niekorzystne dla każdego, więc słabo…
- Tuńczyku, jestem głodny. – zakomunikował młodszy. – Ale chce czekać na Mamusię!
Po mojej twarzy nic nie było widać, ale w środku buchało, nerwy by wzięły górę, ale musiałem się powstrzymać i nic nie zrobić. Tylko pokiwałem głową, jakby nigdy nic. Lubiłem Sebastiana, nie, stop. Ja lubiłem wszystkich… Miałem do każdego szacunek, ale z Dylanem, zacząłem się przywiązywać, jak nigdy dotąd.
Dość. Nie. Wolno. Ci. Tego. Uczynić. Tuńczyku. Nie. Wolno!
Spojrzałem na kolegę, który jak dziecko cieszył się na przyjazd Sebka, ja też się cieszyłem. Nie chciało mi się tego okazywać, więc tego puściłem młodszego i wstałem z jego łóżka, po czym wyszedłem z pokoju, ale zatrzymałem się przed nim.
- Idziesz może się przejść, Dylciu? – spytałem śmiejąc się.

Dylan? On coś się robi zazdrosny, nie pozwólmy na to!

od Dylana cd Alexisa

„Myślałeś o tym kiedykolwiek? Z kim byś chciał to robić?”
Poczułem jak po moim ciele przechodzą ciarki, wraz z pytaniem, jakie wyszło z ust starszego. Dlaczego on musiał być.. No właśnie, taki. Na to nie było żadnego dobrego określenia. On był dziwny. Ale za to go lubiłem! Nikt z nas nie był normalny.
Tak, mamusia także nie była, trzeba było to przyznać. On także miał jakieś odpały. Ale to zawsze mamusia! (<3 kc mama)
- Alcioo, ale Sebuś mówił, żebym o tym nie myślał, bo od myślenia o takich sprawach strasznie boli głową – mruknąłem, zgodnie z prawda. Pamiętałem jeszcze dzień, kiedy miałem mieć po raz pierwszy lekcje wychowania do życia w rodzinie, ale najstarszy z naszej paczki zakazał mi chodzić na te lekcje, mówiąc, że nic mnie nie nauczą, tylko dostane migreny, bo „Co cię będą patyki w gniazdku obchodziły!”.
Ale co mają ptasie gniazda do rodziny?
- Od tego najwyżej będzie cię du.pa bolała, Dylusiu – usłyszałem głęboki głos przy swoim uchu. Uderzyłem chłopaka lekko w ramie.
- Nie mów tak! – pisnąłem cicho, czując, że moja twarz nabrała innego koloru nic zwykle, bo niewyobrażalnie mnie piekła. – To… To głupio tak mówić – burknąłem pod nosem. – Może myślałem kiedyś, o tym… Ale nie wiem z kim chciałbym to zrobić, Tuńczyku – wyznałem wreszcie. Chociaż było ciemno, to wiedziałem, że Alcio w tamtym momencie uśmiechnął się pod nosem. Na pewno to zrobił. Za długo go już znalem, za dużo nocy z nim przespałem~!
Woah, ale ze mnie poeta. Od dzisiaj nazywajcie mnie Dylan Szekspir. O! Nawet pasuje!
- Huh, to przecież wiadome, że raczej nie wiesz – powiedział, a ja poczułem jego usta na swojej szyi. Zaśmiałem się cicho na to uczucie. Ja tam miałem łaskotki! – Ale wiesz, jak będziesz czegoś potrzebować w tych sprawach, to ja ci zawsze doradzę – zamruczał, jakoś tak… Wow. Moje policzki coraz bardziej paliły! Co się dzieje? One płoną?!
Ma ktoś wody?! Pomocy!
- Ok-kay – jęknąłem, czując zęby chłopaka na swojej skórze przy obojczykach. Znowu bawił się w pijawkę? Dlaczego to ich tak bardzo fascynowało? – Al-lcio – wydal z siebie dziwny dźwięk, który zwykłym nazwać za bardzo nie mogłem. – Proszę, p-przestań. Dziwnie się przez to czuje – sapnąłem, trochę zniesmaczonym swoim zachowaniem. Dlaczego taki wtedy byłem? Kto mnie zaczarował?
Czyli czarownice naprawdę istnieją?! A może rekin ze „Szczeeki” wyszedł znowu z wody?!
Seeeeebuuuuś! Mamo! Gdzie jesteś?!
Ja się boje…

<Alcio? Dylanek chyba ma downa.>

Od Andy'ego

No więc wylądowałem w Hiszpanii…i co teraz? Co prawda to tylko przekroczenie granicy ojczyzny i pojechanie gdzieś w głąb nieznanego mi kraju…Chociaż na lekcjach geografii wiele razy omawialiśmy ten kraj, to nawet w tym momencie nie byłem w stanie go pojąć. Gdy chłopaki rzucili pomysł przyjechania tu od razu zacząłem uczyć się hiszpańskiego, w sumie nawet nie wiedząc, czy tu przyjadę. Wujek nie miał nic przeciwko, ciocia też. Nie byłem ich dzieckiem i nigdy nie traktowali mnie swoje dziecko przez co zbytnio nie przejmowali się moim losem, co akurat w tym przypadku wyszło mi na dobre. Stojąc przed szkołą rozglądałem się w koło i podziwiałem widoki. Morze, plaża…pływanie do trzeciej w nocy?! Jak dla nie cud miód i orzeszki, albo i nie…Sebastian nie lubi orzechów. Ma na nie straszną alergię. Nerwowo poprawiając okulary i chwytając walizkę ruszyłem do środka budynku. Wszystko ładnie pięknie, odebranie papierów do klasy, kluczyka i przez weekend mam już wolne. Ciekawe, że Sebuś już przyjechał…Na samą myśl o nim zrobiło mi się gorąco, więc czym prędzej skierowałem myśli w innym kierunku. Stanąwszy przed drzwiami z numerem „4” nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka. Nim zdążyłem odstawić walizkę na bok i zamknąć drzwi rzuciły mi się w oczy dwie przytulone niczym misie postacie, oczywiście Tuńczyk i Dyluś. Młodszy obejmował starszego w taki sposób, że ten nie był wstanie wstać z łóżka i się przywitać. No więc ja wpakowałem się do nich. Uściski i przytulasy nie miały końca, dawno żeśmy się nie widzieli. Ale gdzie Sebastian i Lucek? Niedługo później dorwaliśmy czerwonowłosego na korytarzu. Kolejne uściski i przesiadywanie u nas w pokoju, niestety Lucek był w innym. Gadka szmatka czas leciał a ja byłem chyba jedyną osobą która najmniej angażowała się w konwersację. Myślami wciąż wyczekiwałem naszej tak zwanej „mamuśki”, czyli nikogo innego jak Sebka. Wszyscy już przyjechaliśmy, oprócz niego. Luther w końcu poszedł do siebie do pokoju, jak twierdził jeszcze się nie rozpakował, więc zostaliśmy tylko we trójkę.
- Tuńczyku… - zacząłem niepewnie zagadując kolegę. – Wiesz co z Sebastianem? – spytałem czując się przytłoczony wyczekiwaniem.
On tylko wzruszył ramionami na co westchnąłem i spuściłem głowę ze smutkiem.
- Spokojnie, do jutra pewnie przyjedzie, wtedy będziesz mógł z nim rozmawiać. Do woli, aż do upadku, aż do pójścia spać.
Uniosłem głowę i spojrzałem na niego spod gęstej czupryny. Miejmy nadzieję, że ma rację.
Nadszedł wieczór no i kto inny jak nie Tuńczyk zajął łazienkę. Tyle, że nie sam…Kopciuszek przemknął tuż za nim. Zamierzają myć się razem? Nie wnikam…Wspiąłem się na górną koję piętrowego łóżka i ze zdenerwowania zacząłem układać ubrania, który przewiozłem. To znaczy…wyjmowałem złożone ciuchy, rozkładałem je i ponownie składałem. I tak zrobiłem dobrych pięć tur. Schowałem ubrania do szafki i czekając aż zwolni się łazienka ponownie wróciłem na łóżku. I tak dziwnym trafem przysnąłem.
Obudziłem się w środku nocy i tak jakoś dziwnie stwierdziłem, że powinienem wziąć prysznic…jak pomyślałem, tak zrobiłem i dosłownie po kilkunastu minutach czyściutki i przebrany w koszulkę na ramiączka oraz krótkie spodenki wylądowałem w łóżku. Kopciuszek oczywiście przez sen tulał się do Tuńczyka, który spał teraz z uśmiechem na ustach. Ciekawe co się działo kiedy spałem…
Ranek, budzę się w łóżku, które oryginalnie należało do Żelka…Ziewnąłem tylko i przeciągając się wróciłem na swoje łóżko które…Było posłane? O czym ja nie wiem? Ścielę łóżka przez sen? Westchnąłem cicho i zacząłem machać nogami w powietrzu. Cisza, nuda, spokój. Do chwili. Usłyszałem zgrzyt przekręcanego zamka, otwieranie drzwi i…Sebastiana wchodzącego z walizką do naszego pokoju. Oniemiałem, lecz nie trwało to długo. Sebuś, mój Sebuś z marzeń sennych i erotycznych fantazji. Przyjechał.
-SEBASTIAN!-ryknąłem na całe gardło i zeskakując z łóżka rzuciłem się w jego stronę jak stęsknione dziecko do matki.
Przytuliłem mocno chłopaka, który zdołał jedynie odstawić walizkę i zamknąć za sobą drzwi.
-PRZYJECHAŁEŚ!!!-darłem się w niebogłosy i miałem głęboko w dupie, że budzę zakochanych śpiochów.
Sebastian? :v

Od Camerona cd Katy

Spojrzałem na dziewczynę po czym podniosłem bew.
- wiesz co ? - zpaytałem
- no co ? - zapytała również patrząc mi w oczy
- wracam do internatu - powiedziałem
- co czemu ? - zapytała
- gdyż, bo, ponieważ - przerwałem - bo jest już 19 zaraz będzie kolacja a ja jestem strasznie głodny, a po za tym jestem także zmęczony więc ja idę a ty zostań z wilkami
Dziewczyna zobiła wielkie oczy
- są tu wilki - zapytała zdziwona
- tak, to jak idziesz ze mną czy zostajesz z wilkami ?- zapytałem i poruszyłem brwiami
- em idem - powiedziała
Ja zacząłem iść a ta zjawiła się nagle obok mnie objołem ją ramieniem. Nagle zajwił się obok mnie Ares. Dziewczyna spojrzała na niego zaglądając za moje pelcy
- nie bój się nic ci nie zrobi *- powiedziałem
Nagle usłyszeliśmy wycie wilka... Ares  groźnie zaszczekał i wycia ucichyły
- dlatego z nim chodzę - zaśmiałem sie - każde zwierze się go boi
Katy ?

Od Alexisa - c.d Dylana

Ten tylko wzruszył bezradnie ramionami. Czyli nie wiedział? Hmm, ciekawe.
- Um… A coś w tym złego, Tuńczyku? - odpowiedział pytaniem na pytanie, chyba nie wiedział, czy zrobił coś źle. – Mogę się z tobą umyć? Proszę…? – spytał słodko. – Nie zajmę w wannie dużo miejsca! Obiecuje! – powiedział, składając rękę w moją stronę, jakby się modlił. – Plosssieee~!
Spojrzałem na niego, jak na dziecko, które nigdy w życiu się nie kąpało. No, ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Przewróciłem oczami i zgodziłem się. Jakbym tego nie zrobił, to tak czy siak by nalegał, nalegał, a mnie by głowa bolała, ja już wiem jako on jest. Nie wiem jakim sposobem, ale był już rozebrany i wskoczył do wanny, niczym zdziczały pies. Pokręciłem głową i zdjąłem ostatnią część garderoby, bokserki. Wszedłem do wanny, usiadłem za młodszym, który zaczął chlapać wodą. Tak, to jest małe dziecko, w stu procentach, bądź nawet więcej. Pokręciłem głową i objąłem go jedną ręką, tak, żeby dosięgnąć do kurka, który zamknąłem. Następnie, tak czy siak, go przytuliłem. Oparłem podbródek o jego ramię, a językiem polizałem. Ten spojrzał na mnie i się uśmiechnął, po czym ochlapał moją twarz, tak, norma. Szybko przyssałem się do jego szyi, na której pozostawiłem malinkę. Oderwałem usta od jego słodkiej, delikatnej i ponętnej szyi. Zabrałem gąbkę, którą wrzucił do wanny, kiedy? Nie wiem. Nalałem żel na gąbkę, po czym zacząłem namydlać ciało młodszego. Ten oparł się o mnie wygodnie, miał zamknięte oczy, on tutaj zaśnie. Zaśmiałem się gardłowo i cmoknąłem go w policzek. Zatrzymałem się na jego koledze, z którym nieco się pobawiłem. A on tylko mruczał pod nosem, aż się uniósł i spojrzał na mnie.
- ALCIO NO! – burknął.
- Tak, tak, wiem. – odparłem.
Zacząłem spłukiwać pianę z jego ciała, a sam zabrałem się za mycie własnego, co dość szybko mi poszło. A młody znowu powrócił do wygodnego leżenia na mnie...
- Nie pozwalasz sobie? – spytałem gryząc lekko jego policzek, na co ten tylko potargał moje włosy.
Z nim się nie dogadasz, poważnie mówię. Raz się zachowa normalnie, ale to ciężkie do zobaczenia, bo po chwili zachowuje się tak jak zwykle… Lekko dźgnąłem go w bok, na co się poderwał z wanny, dziwnym sposobem był już poza nią. On to jest walnięty, czasem nawet aż za bardzo… Sam wstałem i sięgnąłem po ręcznik, którym się szybko wytarłem. Założyłem bokserki i spojrzałem na kolegę, który stał, a z niego ociekała woda. Pokręciłem głową. Podszedłem do niego i zacząłem go wycierać.
- Z tobą jak z dzieckiem. – powiedziałem.
On nic sobie z tego nie zrobił, bo już po chwili, kiedy go wytarłem, założył bokserki i rzucił się na mnie, żebym go zaniósł do pokoju, wut… Dobra, on jest czasem aż przerażający. Chciałem postawić go na ziemi, ale on nie pozwolił mi na to, więc automatycznie musiałem spuścić wodę, ale nie mogąc upuścić kolegi. Udało się! Dokonałem tego! Jednak zamoczyłem mu nieco włosy, przez co oklapły mu na twarz i wyglądał jak mokry szczur. Podniosłem się, po czym wyszedłem z łazienki, ręcznik leżał na podłodze, ale to szczegół. Zgasiłem światło i podszedłem do łóżka Dylana, na którym go położyłem. Chciałem iść tylko umyć zęby, a on się pytał gdzie idę i po co… Odparłem, że idę umyć zęby, szybko ruszyłem do łazienki, z której przed chwilą wyszedłem. Zapaliłem światło, podniosłem ręcznik z kafelek i przewiesiłem go przez wannę. Następnie zabrałem się za mycie zębów, które poszło mi sprawnie. Wypłukałem pianę z ust i wróciłem do pokoju. Andy minął się ze mną w drzwiach i zajął łazienkę, a ja rzuciłem się na łóżko Dylusia. Chłopak patrzył na sufit, objąłem go ramieniem i przytuliłem lekko do siebie. Ten na mnie spojrzał i uśmiechnął się. Wtulił się we mnie, a dokładniej to wziął poduszę i położył ją na mnie. Nie miałem poduszki, więc zacząłem sięgać po swoją, którą ledwo dosięgnąłem (choć moje ciało było poza strefą łóżka kolegi, ale udało się! Wróciłem do poprzedniej pozycji i podłożyłem pod swoją głowę. Andy wyszedł z łazienki dość szybko, zgasił światło i położył się na swoim łóżku. Mruknąłem do dwójki kolegów „Dobranoc, ero.ty.czny.ch”, no i oberwałem w głowę od Dylana.
- Za co? Czy coś się stanie jak Ci się to przyśni? Chyba, że nikt Cię nie roz.dzie.wi.czył. – burknąłem.
Młodszy zesztywniał, ale nic nie mówił, siedział cicho, nie chciał udzielić mi odpowiedzi. Czyli na to wychodzi, że to prawda. Oj młody, młody… Co ty byś bez nas zrobił? Przytuliłem go bardziej do siebie i wymruczałem mu do ucha „Myślałeś o tym kiedykolwiek? Z kim byś chciał to robić?”
Dyluś? XD

Nowy

Sebastian Armstrong

od Dylana cd Alexisa

Musiałem bardzo mocno poprosić swoich rodziców, bym mógł pojechać z moimi przyjaciółmi do Hiszpanii. Nie wiem dlaczego, ale moja mama nie przepadała za moimi starszymi kolegami.
A, nie, jeszcze Andy był ode mnie młodszy. Ale był bardzo mądry… I ładny. Ale nieważne, bo mamusia tak czy siak za nim nie przepadała.
Mój tata był jednak bardzo kochany i wybłagał moją mamę, bym mógł pojechać z chłopakami do Hiszpanii. Nie wiem co jej zrobił tamtej nocy, chyba bil, bo mama strasznie krzyczała, a następnego dnia miała na swojej szyi takie wielkie czerwone kropki, jak czasem ma Alcio albo Lucek. Może bawią się z pijawkami? No i nie poszła tamtego dnia do pracy . Ale przynajmniej uznała, że mogę iść do tej szkoły w innym kraju, bo chemie i tak miałem już poprawianą.
I tak właśnie znalazłem się przed wejściem do szkoły. Trochę się balem do niej wejść, z powodu, że nie było przy mnie nikogo, mamy, czy taty, nawet nikogo z naszej paczki. Przez chwile przeszło mi przez myśl, że może zrobili sobie ze mnie jaja i naprawdę nie mieli zamiaru tutaj przyjechać.
Nie, oni tacy nie są – powiedziałem w myślach, otwierając drzwi i wchodząc na hol główny. Musiałem pójść do sekretariatu po wszystkie informacje, do jakiej klasy należę i w jakim pokoju będę spały. Miałem nadzieje, że będzie tam ktoś z moich przyjaciół, bo jeśli nie, to nie mógłbym zmrużyć oka w nocy przez te parszywe koszmary.
Poszedłem do swojego pokoju numer cztery. Tak jak numery, było tam tyle samo łóżek. Wybrałem jedno z nich, które chyba nie było przez nikogo używane. Miałem przynajmniej taką nadzieje. Zauważam, że ktoś leży na jednym z posłań. Gdy tylko widzę niebieską czuprynę, już wiem kto to jest. Uradowany podbiegłem do chłopak i się wręcz na niego rzuciłem, zamykając go w szczelnym uścisku. Czyli jednak mnie nie okłamali! Będę mógł zasnąć!
O ile Alcio się na to zgodzi… Zwykle spałem zawsze z Sebastianem albo Luckiem… Z moim Alciem nigdy.
- Alcioo…- zaskomlałem, jednak bardziej przypominało to wycie, brawo, Dylan, brawo. Chłopak o błękitnej czuprynie spojrzał na mnie gniewnym spojrzeniem. A, brawo Dylan razy dwa, naprawdę, brawo. – Znaczy się… Tuńczykuuuu… Wiesz, że mam koszmary nocne i…
- Tak wiem, że ktoś musi z Tobą spać… - powiedział za mnie starszy, uśmiechając się szeroko. Usłyszałem za sobą odgłos otwieranych drzwi. Byłem jednak zbyt leniwy by zobaczyć kto to, zauważyłem jednak, że Alcio uśmiechnął się jeszcze szerzej. Chwile po tym poczułem, jak ktoś mnie gniecie. Andy!
Zaczęliśmy się wygłupiać, później zeszliśmy z Alcia i on wraz z Haribo wyszli z pokoju, mnie zostawiając. Zrobiło mi się trochę przykro ale przyszli z powrotem prawie od razu. Z Luckiem! Gadaliśmy o wszystkim i o niczym. O naszej podroży, jak się czujemy, jakie są nasze pierwsze wrażenia. Ale nadal nie było Sebcia! Widziałem smutek w oczkach najmłodszego. Bardzo lubił naszą, jak to mówił Alcio – mamusie. Byliśmy pewni, że Sebastian przyjedzie następnego dnia z rana, bo może coś go zatrzymało, co było nawet pewne. Przecież nie mógłby zostawić swoich dzieci na lodzie! Co byśmy bez niego zrobili?
Wieczorem Lucek musiał pójść do swojego pokoju, mówiąc, że jeszcze się nie rozpakował. Alcio poszedł do łazienki, a ja, pod wpływem chwili, poszedłem za nim. Usiadłem na samym środku łazienki, na zimnych kafelkach, spoglądając na chłopaka. Tuńczyk odkręcił kran, tym samym nalewając do wanny wody. Chłopak powoli zaczął ściągać z siebie ubrania. Ja nadal na niego spoglądałem jak myszka w najlepszej jakości serek.
- Co tak patrzysz, Dyluś? – spytał, uśmiechając się jakoś dziwnie. Wzruszyłem na to pytanie ramionami.
- Um… A cos w tym złego, Tuńczyku? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie, nie będąc pewnym, czy zrobiłem coś źle. – Mogę się z tobą umyć? Proszę…? – spytałem słodko. – Nie zajmę w wannie dużo miejsca! Obiecuje! – powiedziałem, składając ręce w stronę chłopaka, jakbym się do niego modlił. – Plosssieee~!

Tuńczyku? Co zrobisz z tym fantem? ^~^

czwartek, 11 lutego 2016

Od Alaski cd Luke

Nie ukrywając złości wyszłam z kawiarni.
-Chodźmy po surfować, muszę się wyżyć.-Powiedziałam, a chłopak przystał na moją propozycje.
-Jesteś na mnie zła?-Zapytał, kiedy szliśmy przez las.
-Nie... to nie twoja wina.-Odparłam opatulając się szczelniej jego bluzą. Po kilkunastu minutach doszliśmy do akademii.
-Za kwadrans spotkajmy się tu.-Powiedział, a ja kiwnęłam głową. Trafiłam bez problemu do swojego pokoju. Szybko znalazłam bikini i jakieś czyste ubrania. Zabrałam je i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w wybrane ciuchy. Spakowałam szybko piankę, ręcznik i jakieś drobiazgi. Zmieniłam opatrunek na stopie na wodoodporny, zabrałam plecak, deskę i ruszyłam w wyznaczone miejsce. Luke już czekał na mnie ze swoją deską.
-To co ruszamy?-Zapytał, a ja przytaknęłam. Ruszyliśmy w stronę plaży, na której byliśmy po kwadransie. Rozłożyliśmy nasze rzeczy na piasku. Założyłam piankę, zapięłam smycz i czekałam na blondyna.
-Dawaj, dawaj dziadku.-Zaśmiałam się, a chłopak prychnął i zaczął biec w stronę wody. Prześcignęłam go i zaczęłam przedzierać się przez fale. Wreszcie przedarliśmy się przez brzeg i wypłynęliśmy trochę dalej. Złapałam pierwszą fale i zaczęłam płynąć w tunelu.
http://www.totalprosports.com/wp-content/uploads/2013/06/squeezing-through-surfing-gifs.gif
Kiedy grzbiet zniknął zawróciłam i zaczęłam ponownie przedzierać się przez fale.
https://49.media.tumblr.com/7a8b08dc15691b61301d2f3258cb3dbe/tumblr_nb7k4c02Bs1r6jug3o1_500.gif
Szukałam wzrokiem Luke'a, ale nie dostrzegłam go. Złapałam kolejną fale i ponownie wypatrywałam chłopaka. Akurat zdążyłam zobaczyć jak blondyn wpada do wody. Uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam płynąć w jego kierunku. Bałam się, bo przez dłuższą chwilę się nie wynurzał. Na szczęście po chwili jego blond włosy pojawiły się ponad wodą. Przepłynęłam obok niego
http://www.totalprosports.com/wp-content/uploads/2013/06/surfer-girl-2-surfing-gifs.gif
Kiedy fala położyła się zawróciłam i podpłynęłam do chłopaka.
-Wszystko okay?-Zapytałam, a blondyn spojrzał na mnie.
Luke

Od Alexisa

Przyjazd tutaj, do Hiszpanii, może coś nowego? W końcu ciekawa przygoda? Coś niesamowitego, nowe doznania i najlepsze… Przyjedzie reszta ferajny! Oh, będzie cudownie! Znowu to samo co na pierwszym spotkaniu, chociaż nie, Dylan był, ale nie działo się z nim tyle. W ogóle on to kiedykolwiek robił? Eh, spytam się go jak tylko przyjedzie. Co do pokoju, nie wiem z kim jestem, w jakim jestem. Chciałbym wiedzieć, ale nie jestem tego świadom, grr! Wszedłem do szkoły, poszedłem do głównego lokum, gdzie dostałem kluczyk od jakiegoś pokoju i plan lekcji. Jednak kiedy miałem już się oddalić i pójść do siebie, zatrzymałem się z pytaniem „Gdzie są pokoje?”, kobieta powiedziała, że trzeba iść prosto i skręcić w lewo i zejść po schodach i… Dalej jej nie słuchałem, po prostu sobie poszedłem, bez skrupułów… Targałem za sobą walizkę, której nie chciało mi się nosić, za co dostałem ochrzan od sprzątaczek, że nowa podłoga, że czyściły ją, ale co mnie to obchodzi? Dobra, nie ważne. Grzecznie je przeprosiłem i powiedziałem, że się postaram nosić torbę, żeby ich słodkiej i pięknej podłogi nie zarysować. Zniosłem walizkę na dół. Poszukałem tego pokoju, nawet nie wiedziałem jaki to jest, więc sprawdzałem po kolei każdy zamek, aż natrafiłem na odpowiedni. Nie zauważyłem jakiś torb, czy też rozwalonych łóżek, może jednak miałem współlokatorów, ale poszli i postanowili jeszcze nie rozwalać niczego? Dobra, odpuszczę sobie. Kładę torbę, jakoś pod łóżko, po czym wychodzę. Nagle ktoś wparowuje do pokoju, kto to? Nie wiem. Siadam na łóżku, nie, nie na dwupiętrowym, tylko na tych zwykłych. Ciekawe kiedy przyjedzie Sebastian, Andrey, Lucuś i Dyluś. Mam nadzieję, że szybko. Kiedy ktoś kładzie torbę na łóżku, które jest naprzeciw mojego (ja mam prawe pod ścianą), podnoszę powoli głowę do góry, a po chwili zostaję napadnięty ogromnym przytulasem, to był Dylan. Uśmiechnąłem się szeroko i objąłem go. Z uśmiechem na mordce przykładam nos do jego ramienia, wciągam zapach jego perfum. Tym samym przechylam się do tyłu i leżę na łóżku, na moim brzuchu siedzi rok młodszy ode mnie Dyluś, którego uwielbiam wnerwiać, choć to on częściej to robi przez swoją głupotę. Ciężko wzdycham i ręce lądują za mną.
- Alcioo… - zawył, na co spojrzałem na niego surowym spojrzeniem. – Znaczy się… Tuńczykuuuu… Wiesz, że mam koszmary nocne i…
- Tak wiem, że ktoś musi z Tobą spać… - odparłem z uśmiechem, który się poszerzył.
Nagle usłyszałem po raz kolejny otwierane drzwi, tym razem był to… Andy! Podniosłem się, ale przez to, że Dyluś na mnie leżał, no to dalej się nie podniosłem, przylegał do mnie, niczym rzep do psiego ogona. Pokręciłem głową i gestem dłoni wskazałem, żeby Andy się na nas położył. Zamknął drzwi i odłożył torbę, po czym rzucił się na nas, niczym latający tuńczyk! Zaśmiałem się poprzez przygniecenie do materaca. Zaczęliśmy się śmiać jak najęci. Objąłem jakoś i lekko ścisnąłem. Lokowaty podniósł się i otrzepał, żeby poprawić swoje spodnie, a Dylan? Nic. Kompletne zero, dalej leżał przyklejony do mnie. Pokręciłem głową. Jeszcze dwóch brakuje. Złapałem młodszego za bluzę, nieco podniosłem go do góry, ale to na nic, wciąż się przyciągał. Brakowało mu tego, czy co? A nie, stop, nie wiadomo jak to z nim było… Podniosłem się z łóżka, chłopak nogami oplótł mnie wokół bioder. Cmoknąłem go w czubek nosa i wyszedłem z pokoju, a za mną okularnik. Nagle na kogoś wpadłem, bądź ten ktoś na mnie… Czerwone włosy, serie kolczyków i ten wzrok, tak, to na milion procent był Lucuś. Dylan w końcu odczepił się od mojego ciała i przyległ do czerwono-włosego. Ja sam powitałem przyjaciela, chociaż się zgodził tu przyjechać, tyle to już było osiągnięcie. Weszliśmy do pokoju mojego, Kopciuszka i Haribo pokoju, a za nami przedostatni z całej piątki przyjaciół. Usiedliśmy na łóżku, gdzie Nocnik (Dylan) siedział na swoim łóżku z uśmiechem na mordce. Rozmawialiśmy ze sobą dość długo, na szczęście dzisiaj piątek, jutro wolne i w niedzielę jeszcze nie rozpoczynamy lekcji, dopiero od poniedziałku, więc mamy jakby wolne i możemy się wszystkim cieszyć. Lucuś miał pokój numer 6, ale brakowało nam tylko Mamuśki, czyli Sebka. Oh chłopie, gdzie ty się podziewasz? Zniknąłeś gdzieś, bądź jeszcze nie ruszyłeś do nas. Westchnąłem ciężko.
- Tuńczyku… - zaczął Haribo, przez co na niego spojrzałem. – Wiesz co z Sebastianem? – spytał.
Bezradnie uniosłem swoje ramiona do góry, po czym je opuściłem na dół. A on tylko, posmutniał? Ejeje… Czy coś się między nimi dzieje? Halo, halo, halo, trzeba to ogarnąć. Lokowaty siedział obok mnie ze spuszczoną głową.
- Spokojnie, do jutra pewnie przyjedzie, wtedy będziesz mógł z nim rozmawiać. – w końcu jest z nim bardzo związany. – Do woli, aż do upadku, aż do pójścia spać.
On spojrzał na mnie spod swojej czupryny. Choć miał lekko lokowate włosy, to i tak mówiłem na niego Lokowaty, tak jakoś wyszło…
~~
Nadszedł dość szybko wieczór, w końcu prędko tu nie dotarliśmy. Lucuś poszedł do swojego pokoju, a ja zająłem pierwszy łazienkę. Niestety, czy też stety, ale nie byłem sam w niej. Kopciuszek wślizgnął się do pomieszczenia, wtedy, kiedy jeszcze nie zdążyłem zakluczyć drzwi. Usiadł na zimnych kafelkach, z uśmiechem patrzył na mnie, jakby na coś czekał. Jednak nic sobie z tego nie zrobiłem, odkręciłem wodę, ciepłą, która szybko napełniała wannę. Płynu nalałem, pomieszałem ręką i piana włala. Zacząłem się rozbierać, a młody na mnie patrzył, jakby na coś czekał.
- Co tak patrzysz, Dyluś? – spytałem z łobuzerskim uśmieszkiem na ustach.
Dylanku? <3

Od Nikodema Cd Laury

Spojrzałem na nią kiedy ta zadała mi pytanie
-Pływasz dzisiaj ?
-Dopiero co wyszedłem z wody więc tak ..
Nagle podbiegł Midas cały mokry z wielkim kijem w pysku otrzepał się prosto na nas
-Midas! przestań!
Pies dumny i zadowolony z siebie podał mi kij zakręcił się kilka razy.
Ponownie wstałem i rzuciłem mu kij a ten poleciał do wody
-Wow .. fajny pies  ja też mam psa
-Tutaj ?
-Tak .. w sumie to pobiegła gdzieś za jakaś mewą
-Mój tylko by aportował albo na desce pływał
Popatrzyła z niedowierzaniem na mnie
-Żartujesz ze mnie ?
-Nie, na prawdę
Nagle zobaczyłem jak Midas gania jakiegoś innego psa i się z nim bawi 
Psy przebiegły obok nas posypując piachem
-O to moja Blue ..
-Taa super .. dobra chodź do wody nie nawiedzę być w piachu
Wstałem wziąłem deskę i ruszyłem w stronę morza,położyłem ją na tafli wody a potem
sam na nią po czym płynąłem w stronę fal ..

<?>

Od Katy Cd. Cameron'a

-To po kiego ci moja odpowiedź jak i tak będziesz uważał, że się ciebie boję? - zapytałam racjonalnie. Taki spadek adrenaliny jaki on mi teraz zgotował to jeszcze takiego w życiu nie miałam.
-No wiesz... chcę to usłyszeć.
-Pfff... akurat... - świdrował mnie tym swoim wzrokiem. - Tak ok bałam się tego. Nie ciebie ale tego co chciałeś zrobić. - odparłam zakrywając moje pewnie strasznie czerwone policzki.
-Powiedzmy, że ci wierzę... - odparł nadal się we mnie dziwnie wpatrując. Nie powiem mu, że się go bałam, wyśmieje mnie, jestem nieśmiała.
-Ty nie widzisz jak na mnie zadziałałeś? Jak to zrobiłeś?
-Ma się ten dar. - zaśmiał się i teatralnie przeczesał włosy.
-Jeezz. - jęknęłam i usiadłam na ziemi. po turecku. - To jest nie fair też chcę tak na ciebie działać. - odparłam.
-Nie zdradzę ci tego nie ma mowy. - zaśmiał się.
-Dobra, to Cameron kiedy możemy się zacząć uczyć? Chcę jutro błysnąć na zajęciach. - zapytałam spoglądając na niego.
-Dobra to co umiesz z matmy i hiszpańskiego.
-Z matmy podstawowe rzeczy, a z hiszpański mam w jednym palcu. - i tu pokazałam środkowy palec.
<Cameron? Chcesz żebym na zawał zeszła?>

Od Rin Do Ryan'a

Tego poranka wstałam bez pomocy budzika,chyba jeszcze nigdy nie cieszyłam się z tego że jest szkoła. Tutejsze zajęcia były lajtowe a i tak większość czasu spędzaliśmy na plaży robiąc to co chyba każdy z nas kocha,łapaliśmy jak najlepsze fale. Dzisiejszy poranek niemiło mnie zaskoczył padało i nasze zajęcia z Surfingu stały się zajęciami na hali gdzie nasz kochany nauczyciel robił morderczą rozgrzewkę i chłopakom i nam. A liczyłam że to będzie piękny dzień. Po dwóch godzinach latania za piłką od nogi,tak on uważał że jest równość i że Bycie Kobietą nie zwalnia nas od gry w nogę.
Poszłam po kluczyk od prysznica,dziewczyny stały już do niego w kolejce. Jako,że ja się pofatygowałam weszłam pierwsza  ogarnęłam się i wyszłam po czym zarzuciłam plecak na ramię i poszłam na zajęcia. Zawsze siadałam na końcu i tym razem moje miejsce przy oknie było zajęte.
Jednak to mnie nie zniechęciło by zająć ostatnią ławkę. Usiadłam obok chłopaka a koleś od Hiszpańskiego jak zawsze już sobie żartował wyjęłam zeszyt. Zaczął czytać listę obecność .. leciał alfabetycznie
-Ryan ?
-Jestem -odezwał się chłopak obok mnie
-Rin ?
-Jestem -odpowiedziałam
Nie odzywał sie do mnie przez całą lekcję,okazało się że przez resztę dnia byliśmy na siebie skazani
Jednak na ostatnią lekcję to9 ja zajęłam miejsce obok okna a on niechętnie usiadł obok.
-Nie musisz tu siadać-stwierdziłam
Ale nie odezwał się .. po chwili podsunął mi karteczkę

<?>

Nowy

Andy Green

Nowy

Alexis Thompson


Nowy

Dylan Forsberg

Nowy

Luther Rott

Nowy

Manu Rios

Od Camerona cd Katy

Patrzyłem się jej prosto w oczy dalej nawet nie zwarzajać na to, że coś do mnie powiedziała. Położyłem dłoń na jej udzie i spojrzałem na to ona równie. Po chwili znów patrzyłem na dziewczynę.
Ta głośno przełknęła ślinę. Zbliżyłem swoją twarz do niej. Ona aż zrobiła zeza by patrzeć na mnie. Przybliżyłem usta do jej poczułem jej nierównomierny oddech i szybki bicie serca...
- boisz się mnie - zapytałem cicho dalej patrząc w jej oczy a moje usta były jakieś 2 milimetry od niej
- nie - szepnęła wiedziałem, że kłamie
Zaśmiałem się w myślach
Nasze usta dzielił już tylko milimetr prawie ich dotykałem. Nagle przejechałem nosem o jej nos i się odsunąłem
- no to tylko teraz nie zemdlej - zaśmiałem się
Ta pawie to zrobiła, ale ją złapałem.
- no no i co nie bałaś się ? Mów prawdę bo jak powiesz, że nie to ci nie uwierze
Postawiłem ją na równe nogi.
Dziewczyna się zarumieniła
Katy ??

Od Kate Cd. Camerona


Zrobiło mi się gorąco, albo to zwykle to uczucie kiedy wyczuwam kłopoty albo tak na mnie działa Cameron. Zbliżył się wręcz niebezpiecznie blisko.
-co boisz się? - zapytał z cwanym uśmieszkiem na ustach.
-Nie - zaprzeczyłam hardo, przynajmniej na tyle by nie wyczuł nutki paniki w moim głosie. Zrobiłam krok do tyłu i moje plecy napotkały drzewo. No świetnie. Jego wzrok był zniewalający wręcz samo jego spojrzenie mnie hipnotyzowało. O kurcze. Był na prawdę sek*owny, ale nie mogę wyjść na taką łatwą no... Przygryzłam wargę wpatrując się w jego zniewalająco brązowe oczy. Poczułam jego oddech na sobie kiedy się pochylił. Czułam się jakby mi tym wzrokiem wywiercał dziurę w mózgu próbując poznać wszystkie moje tajemnice. Kur... nawet jakbym próbowała odwrócić wzrok to i tak długo nie wytrzymam. Musnął mnie palcem w udo, ale nie mam pojęcia czy celowo czy przypadkiem. Bo chwilę później odciął mi każdą możliwą drogę ucieczki zagradzając mi przestrzeń z prawej i lewej strony.
-Cam? - zapytałam go cicho nie dając rady opanować swojego lekko przestraszonego głosu. Ten ton był w sumie czymś z rodzaju pytania "co chcesz zrobić?"
<Cameron?>