Sebastian patrzył zaskoczony na bardziej czerwoną od homara spieczonego na słońcu twarz Andy'ego z widocznym przerażeniem w błękitnych oczach za szkiełkami okularów. Chłopak stał wryty w ziemię jak ten słup soli i patrzył na starszego, od czasu do czasu lekko drżąc. Mężczyzna był naprawdę zdziwiony zachowaniem Haribo. Gdyby byli obcymi osobami, które nic o sobie nie wiedzą i nie znają nawet swoich imion, nie dziwiłby się, ale przecież są przyjaciółmi, i to przyjaciółmi z korzyściami, więc nie powinien się wstydzić pokazać Sebastianowi w bokserkach, całkiem seksownych bokserkach.
- Andy? Wszystko gra? - spojrzał zaniepokojony na chłopca, po czym odepchnął się ramieniem od szafy, o którą wcześniej się opierał i podszedł do niego spokojnie jak do spłoszonego zwierzaczka, uroczego, słodkiego kotka. Dotknął delikatnie dłonią jego zarumienionego policzka i nabrawszy pewności, że nie ucieknie, objął Andy'ego i przytulił do swojego torsu. - Nie musisz się mnie bać ani stresować w moim towarzystwie - szepnął łagodnym, ojcowskim głosem, mocniej zaciskając ramiona, aczkolwiek tak, aby nie udusić Andy'ego. Musnął lekko ustami szyję młodszego i oparł brodę na jego barku. - Poza tym masz całkiem zgrabny tyłeczek - zaśmiał się radośnie, próbując obrócić sytuację w żart, żeby odstresować biedaka, który nie wiedzieć czemu zachowywał się, jakby zamiast Sebastiana stał tu jakiś seryjny morderca z siekierą albo piłą mechaniczną. - Hej, Andy, pójdziemy na plażę? - odsunął się od chłopca, zmieniając temat. Nie chciał martwić młodego. Armstrong był jak typowa mama biorąca na siebie cały ciężar, robiąca wszystko, aby jej dzieciom żyło się dobrze, kochająca bez względu na wszystko. Aż dziw, że tak silny instynkt przypadł mężczyźnie, który w dodatku nigdy nie będzie miał żony ani dzieci i to z bardzo prostych powodów, wolał przedstawicieli płci przystojnej. Jak to jest, że geje to ci najlepsi faceci? Aż żal kobiet. Taka dama znajduje perfekcyjnego mężczyznę, zakochuje się, myśli, że uczucie jest odwzajemnione, gdyż on troszczy się o nią, opiekuje się, traktuje niczym boginię, a wychodzi, że utknęła w friendzone z homoseksualistą. Trzeba mieć pecha, żeby w taki sposób pozwolić złamać sobie serce.
Sebastian nie czekał na zgodę towarzysza i żwawo złapał go za rękę, po czym energicznym krokiem wyszedł wraz z Andy'm na korytarz. Zamknął drzwi i z radosnym uśmiechem ruszył przed siebie, aby dzięki pomocy okularnika przedrzeć się przez labirynt korytarzy i dotrzeć do wyjścia. Plaża nie była daleko, zaledwie dziesięć minut z buta. Już spod budynku można było poczuć chłodną bryzę dzienną ciągnącą od wody w kierunku lądu. Przyjemnie uderzała w rozgrzaną od słońca twarz i schładzała skórę oraz targała włosami na wszystkie strony, a im bliżej brzegu, tym silniejsza była. Przy wyjściu Sebastian oraz Andy wpadli na Luther'a. Przytulasów i śmiechów końca było, a co za przedstawienie się odbyło, gdy owe trio znalazło jeszcze Dylana oraz Tuńczyka. Istny armagedon szczęścia. Spędzili ze sobą trochę czasu, lecz potem towarzystwo się rozeszło. Oczywiście Sebuś nie pozwolił Andy'emu mu zniknąć wraz z pozostałą trójką. Z uśmiechem szedł obok chłopca wzdłuż linii brzegu, splótłszy z nim palce dłoni.
<Andy?>